Madryt oczami Anriki – miasto światła, zieleni, kotów i mody, która zostaje na zawsze

Screenshot

Na Mercedes-Benz Madrid Fashion Week miałam okazję polecieć dzięki Warsaw Fashion Week, które zaprosiło mnie do udziału w tym wyjątkowym wydarzeniu — jestem za to bardzo wdzięczna i z całego serca dziękuję. To doświadczenie pozwoliło mi zobaczyć hiszpańskie trendy z bliska i poczuć prawdziwą energię hiszpańskiej mody.

A jednak od pierwszych chwil czułam, że ta podróż będzie czymś znacznie więcej niż tylko modowym wydarzeniem. Bo Madryt… od zawsze był na mojej liście miast do zobaczenia. Jednym z tych miejsc, które czekają cierpliwie, aż w końcu nadejdzie ich moment.

Są miasta, które się zwiedza… i są takie, które się czuje. Madryt był dla mnie emocją – zapisaną w światłach, spojrzeniach i ulotnych momentach między jednym krokiem a drugim.

To miasto kontrastów – z jednej strony pełne życia, gwaru i energii, z drugiej zaskakująco spokojne, jakby między ulicami ukrywało własną ciszę. Spacerując jego ulicami, czułam, że nie muszę widzieć wszystkiego, żeby zrozumieć tak wiele. Czasem wystarczyło światło odbijające się od ścian, cień padający na twarz, przypadkowe zatrzymanie się gdzieś „po drodze”.

Jednym z najpiękniejszych momentów tej podróży był spacer po parku – chwila zatrzymania, oddechu i bycia tu i teraz. Otaczała mnie zieleń, przestrzeń i… dźwięki natury. Ptaki śpiewały tak głośno, że przez moment miałam wrażenie, jakbym znalazła się w środku własnej wersji “ptasiego radia”. Stałam tam, wsłuchana w ten naturalny koncert, delektując się chwilą i miejscem – spokojem, który tak rzadko daje się złapać.

I może właśnie wtedy zrozumiałam, ile twarzy ma to miasto.
Madryt to przecież coś więcej niż jeden obraz.

To miasto sztuki i muzeów – dom dla takich miejsc jak Museo del Prado, Museo Reina Sofía czy Thyssen-Bornemisza, gdzie historia spotyka się z emocją.
To serce kultury i historii – z Plaza Mayor i Puerta del Sol, gdzie bije rytm miasta i gdzie zaczyna się symboliczny “kilometr zero” Hiszpanii.
To centrum smaków – tapas, małe restauracje, rozmowy przy winie i tętniący życiem Mercado de San Miguel.
To miasto zieleni – z parkami, które pozwalają odetchnąć, jak Retiro, gdzie czas na chwilę naprawdę zwalnia.
To także miasto pasji – futbolu, emocji i stadionu Santiago Bernabéu, który dla wielu jest miejscem niemal kultowym.
I w końcu… miasto “kotów” – bo mieszkańców Madrytu nazywa się gatos, jakby podkreślając ich niezależność, lekkość i nocny rytm życia.

Madryt to metropolia, która w niezwykły sposób łączy tradycję z nowoczesnością – od historycznych placów po modne butiki, od flamenco po współczesną modę. To miasto, które nie wybiera jednej tożsamości… ono ma ich wiele.

Madryt to detale. To chwile zamknięte w kadrach – w windzie, w przejściu między pokazami, w przestrzeniach, które na pierwszy rzut oka wydają się zwyczajne, a jednak mają w sobie coś magnetycznego. To miasto, które nie narzuca się swoją historią, ale pozwala ją poczuć – subtelnie, niemal szeptem.

Gdzieś pomiędzy modą a codziennością odkrywałam jego rytm. Miasto, które w dzień żyje intensywnie, a nocą zmienia się w opowieść – pełną światła, architektury i tajemnicy. Jakby każda ulica była sceną, a każdy krok częścią większej historii.

To nie był wyjazd o zwiedzaniu najważniejszych punktów.
To była podróż o byciu “tu i teraz”. O patrzeniu, czuciu i zatrzymywaniu chwil, które nie potrzebują nazw, żeby być ważne.

Madryt moimi oczami to nie przewodnik.
To emocja.
To światło, które zostaje pod powiekami jeszcze długo po powrocie.
To miasto, do którego nie wraca się „żeby zobaczyć więcej”… tylko żeby poczuć je jeszcze raz.

I wiem jedno – wrócę we wrześniu z Antonim. Bo niektóre miejsca nie kończą się wraz z podróżą. One dopiero wtedy zaczynają naprawdę istnieć…

Czy byliście już w Madrycie?
Anrika i szafa gra

Zimowy Sopot i Gdynia – zakochaliśmy się w zimowym morzu

 Zimowy Bałtyk okazał się jednym z najbardziej poruszających miejsc tego wyjazdu.

Morze zimą ma w sobie coś niezwykłego – ciszę, przestrzeń i spokojny, głęboki oddech natury. Podczas pobytu nad Bałtyk zakochaliśmy się w zimowym, zamarzniętym morzu.

Od wielu lat nie było tak mocno skutej lodem tafli w tej części wybrzeża. Widok był niesamowity – morze wyglądało jak zamknięte w lodowej opowieści, jakby czas na chwilę zatrzymał się przy brzegu.

Romantyczny zimowy spacer nad morzem

Spacer po plaży w Sopocie miał w sobie ogromny spokój.

Zimowe powietrze, ciche fale uderzające o lód i rozciągająca się przestrzeń morza tworzyły klimat głębokiego wyciszenia i te dryftujące nad nami mewy i pływające łabędzie, scena jak z pieknej zimowej baśni…

To doświadczenie było dla nas bardziej resetem niż typowym zwiedzaniem. Morze zimą dało poczucie odpoczynku, którego czasem nie potrafią dać nawet góry.

Gdynia – modernizm i portowy klimat zimą

Gdynia zimą miała zupełnie inny charakter.

Spacerowaliśmy przy klifach i w okolicach portu, obserwując surową morską przestrzeń…Na tym klifie mieliśmy przygody, które jeszcze bardziej utwierdziły nas w naszej jedności…odpowiedź we vlogu.

Miasto modernistyczne, spokojne poza sezonem, dawało poczucie prywatności i intymności podróży.

Portowe światło odbijające się od wody przywoływało w naszej wyobraźni kadry z naszego ulubionego serialu kryminalnego Krew z krwi, w którym grała wybitna Agata Kulesza.

Morskie porty, surowa przestrzeń i spokojny rytm miasta przypominały nam sceny z serialowego świata.

Zamarznięte morze – największe wrażenie wyjazdu

Największe emocje wywołało jednak morze skute lodem.

Nie pamiętam, kiedy wcześniej Bałtyk był tak zamarznięty. Zimowe morze wyglądało niemal baśniowo – jak ogromna lodowa płaszczyzna zamknięta między niebem a ziemią.

To doświadczenie było dla nas wyjątkowe.

Nowa zimowa tradycja

Marzymy, aby ten wyjazd stał się początkiem nowej zimowej tradycji.

Chcielibyśmy wracać nad morze każdego roku – spacerować po pustych plażach i razem doświadczać tej ciszy.

Bo zimowy Bałtyk dał nam coś więcej niż widoki.

Dał reset.
Wyciszenie.
Odpoczynek, który w pewien sposób był nawet głębszy niż górska przestrzeń.

Góry były piękne i majestatyczne, ale zimowe morze miało w sobie miękkość spokoju, która pozwalała naprawdę odetchnąć.

Nasza historia z Bałtykiem

Bałtyk odwiedzamy dość często – staramy się wracać tu co roku.

Nasze pierwsze wakacje spędziliśmy właśnie nad Bałtykiem w Łebie i minionego roku też powróciliśmy do Łeby.

W Gdyni byliśmy razem pierwszy raz – spacerując portem i patrząc na statki przypominające kadry z naszego ulubionego serialu.

W Sopocie nie byliśmy razem od 2015 roku.

Po jedenastu latach wróciliśmy i odtworzyliśmy nasze wspólne zdjęcie pod słynnym punktem miasta – Krzywym Domkiem w Sopocie.

To było symboliczne spotkanie z czasem i wspomnieniami, które wciąż w nas żyją.

Czy wrócimy nad zimowy Bałtyk?

Tak.

Chcemy, aby zimowe morze stało się naszą nową tradycją – miejscem, do którego będziemy wracać każdego roku, patrzeć na zamarzniętą taflę wody i pamiętać, że podróż to nie tylko świat na zewnątrz, ale przede wszystkim emocje, które zostają w sercu.

Bo zakochaliśmy się w zimowym Bałtyku.

I wiemy, że jeszcze tu wrócimy…jeśli powróci znowu mroźna zima i morze skute lodem.

Anrika i szafa gra

Praga na jeden dzień – co zobaczyć w 24 godziny?

Praga była dla mnie krótkim przystankiem po czasie spędzonym w Karkonosze.

Po górskiej ciszy i samotnym wędrowaniu w naturze miasto wydało się bardziej żywe, pełne ludzi i miejskiego ruchu.

Miałam tylko 24 godziny, więc postawiłam na spokojny spacerowy plan – bez biegania od atrakcji do atrakcji.

Praga najlepiej smakuje powoli.

Plan 1 dnia w Pradze – Stare Miasto

Pierwsze kroki skierowałam do historycznego centrum miasta.

Odwiedziłam okolice:

  • Staroměstské náměstí

  • Praski zegar astronomiczny

Spacer po Starym Mieście: obserwowałam architekturę, ludzi i rytm miasta.

Most Karola – wieczorny symbol miasta

Najważniejszym punktem dnia był Most Karola.

Przeszłam przez most o różnych porach, ale najbardziej zapamiętałam moment wieczorny – kiedy miasto powoli przygotowywało się do nocy.

Most był pięknie oświetlony, pełen ludzi, ale jednocześnie zachowywał romantyczny spokój.

Zamek Praski i panorama miasta

Podczas krótkiego pobytu odwiedziłam również okolice Zamek Praski oraz Katedra św. Wita w Pradze.

Spacer po wzgórzu zamkowym pozwolił zobaczyć panoramę miasta i na chwilę zwolnić.

Miejsca, które mnie zachwyciły

Najbardziej zapamiętałam trzy rzeczy:

  • nocny spacer przy Moście Karola

  • architekturę Starego Miasta

Praga nie wymaga gonitwy za atrakcjami. Można po prostu iść przed siebie i chłonąć atmosferę miasta.

Co mnie zaskoczyło w Pradze?

Zaskoczyło mnie to, że Praga jest jednocześnie turystyczna i spokojna.

Nie czułam chaosu wielkiego miasta. Mogłam usiąść i napić się piwa i po prostu być – po czasie spędzonym samotnie w górach.

Kuchnia i lokalne smaki

Praga nie jest miejscem, które zachwyciło mnie kulinarnie w takim stopniu jak krajobraz miasta.

Czeską kuchnię można uznać za mniej rozbudowaną niż polską – wiele osób z Czech przyjeżdża do Polski właśnie po bardziej zróżnicowane doświadczenia gastronomiczne.

Najważniejszym symbolem kulinarnym kraju jest piwo – traktowane niemal jak narodowe złoto i ważny element kultury.

Nie pytajcie o piwo grzane czy piwo z dodatkiem soku – dla wielu Czechów to profanacja tradycji.

Gastronomia w Pradze była dla mnie raczej uzupełnieniem spacerów i odkrywania miasta niż główną atrakcją podróży, bo dla wege i wegan nie ma tam dużego wyboru…

Czy warto jechać do Pragi na 24 godziny?

Tak.

Praga jest miastem, które można poczuć nawet podczas krótkiego pobytu, jeśli plan będzie spokojny i niewymuszony.

To miejsce spacerów i myśli, które powoli wracają do domu – szczególnie po górskiej ciszy Karkonoszy.

Czy wróciłabym do Pragi?

Tak.

Wrócę do Praga – tym razem z mężem.

Chciałabym zobaczyć miasto w innej porze roku:

  • latem, kiedy jest zielono

  • jesienią, gdy miasto ma ciepłe, kolorowe barwy

  • albo w grudniu, podczas jarmarków i świątecznej magii miasta

Praga zimą nie była moim idealnym wyborem. Drzewa były pozbawione liści i brakowało tej miękkiej, baśniowej atmosfery, jaką miasta często mają w cieplejszych sezonach.

Kuchnia czeska i kultura piwa

Czesi często przyjeżdżają do Polski po bardziej rozbudowane doznania kulinarne, natomiast w ich kulturze piwo ma szczególne znaczenie – jest traktowane jako ważny element tradycji i narodowej tożsamości.

Podsumowanie

Te 24 godziny w Pradze były fantastyczną odskoczną od górskiego wyjazdu.

Po ciszy Karkonosze miasto było zmianą rytmu – miejscem spacerów, kawy i obserwowania świata bez pośpiechu.

I choć była to krótka wizyta, wiem, że Praga zostaje w pamięci na długo.

Anrika i szafa gra

Wejście na Śnieżkę od strony czeskiej – czy warto?

Na Śnieżkę wjechałam gondolą od strony czeskiej.

Nie wybrałam klasycznego podejścia pieszym szlakiem – zdecydowałam się na wygodniejszą i bardziej symboliczną formę dotarcia na najwyższy szczyt Karkonoszy.

Podczas wjazdu krajobraz powoli zmieniał się w białą, zimową przestrzeń. Góry pokryte śniegiem wyglądały jak scena z bajki. Było bardzo biało, bardzo cicho i bardzo magicznie.

Czułam się tak, jakbym znalazła się w środku górskiej zimowej opowieści.

Skąd startuje gondola na Śnieżkę?

Gondola rusza z okolic miejscowości Pec pod Sněžkou.

To popularny czeski punkt wypadowy na Śnieżkę. Wjazd gondolą jest dobrym wyborem dla osób, które chcą zobaczyć szczyt Karkonoszy, ale nie planują wymagającej wspinaczki pieszym szlakiem – szczególnie zimą.

Czas przejazdu i stopień trudności

Wjazd gondolą jest szybki i komfortowy. To jedna z najłatwiejszych opcji dotarcia na najwyższy szczyt Sudetów.

Trasa nie wymaga wysiłku fizycznego, dlatego sprawdzi się dla osób:

  • które chcą podziwiać panoramę gór bez długiego podejścia

  • podróżujących zimą w Karkonoszach

  • szukających spokojnego, kontemplacyjnego doświadczenia górskiego

Widoki podczas wjazdu

Najpiękniejsza była dla mnie powolna zmiana krajobrazu.

Im wyżej, tym więcej bieli, ciszy i wrażenia, że świat zostaje daleko poniżej.

Na szczycie wiał silny, górski wiatr, a panorama Karkonoszy była ogromna i jednocześnie przytłaczająco piękna.

Plusy wejścia na Śnieżkę od strony czeskiej

✔ Wygodny i szybki transport na szczyt
✔ Bardzo dobre rozwiązanie zimą
✔ Mniej wymagający fizycznie wariant wejścia
✔ Bajkowy, śnieżny krajobraz podczas wjazdu gondolą
✔ Idealna opcja dla osób nastawionych na podziwianie gór, a nie sportową wspinaczkę

Czy wybrałabym tę trasę ponownie?

Tak – jeśli warunki będą zimowe lub jeśli wyjazd będzie bardziej nastawiony na doświadczenie niż zdobywanie góry pieszo.

Gondola pozwoliła mi zobaczyć Śnieżkę w spokojny, niemal magiczny sposób.

W przyszłości chciałabym spróbować wejścia pieszo – bardziej klasycznie, bardziej górsko i z poczuciem satysfakcji z pokonanej drogi.

Baśniowa zima w górach

Była w tym miejscu baśniowa, biała magia.

Nigdy wcześniej – ani w Polsce, ani za granicą – nie widziałam zimą w górach takiego obrazu. Śnieżne drzewa wyglądały jak oblepione lukrem choinki zamknięte w szklanej, świątecznej kuli. Krajobraz był cichy, miękki i niemal nierealny, jak scena z zimowej opowieści.

To jedno z tych miejsc, które zostają w pamięci na zawsze.

I wiem, że kiedyś wrócę tu – tym razem z mężem, aby dzielić ten widok, wiatr i górską magię.

W schronisku w tle leciała piosenka “Where is my husband” – i pomyślałam, że przecież przypadki nie istnieją…

Bo czasem góry mówią więcej niż słowa. 

Czy byliście zimą na Śnieżce?

Anrika i szafa gra

 

Solo trip: Karpacz, Karkonosze, Praga i Śnieżka – mój pierwszy i ostatni wyjazd solo

Są takie decyzje, które dojrzewają w ciszy.
A potem przychodzi moment – kliknięcie “rezerwuj” – i już wiesz, że to się wydarzy.

Mój pierwszy wyjazd solo prowadził do Karpacz i w Karkonosze.

Pierwszy raz bez męża.
Pierwszy raz bez naszego RAZEM.

Bo prawda jest taka, że zawsze podróżowałam z Nim. Każde miejsce miało w sobie naszą wspólną historię. Tym razem pojechałam bez niego – choć nie całkiem sama. Część wyjazdu spędziłam z przyjaciółką. Ale to był wyjazd solo w tym najważniejszym znaczeniu – bez mojej drugiej połowy.

I to właśnie to zmieniło wszystko.

Pierwsza niedziela – spacer i drewniany kościółek

Przyjechałam w niedzielę.

Zaczęłam spokojnie – spacer po Karpaczu, pierwsze spojrzenie na góry, powolne oswajanie się z myślą, że jestem tu bez Niego.

Poszłam też na mszę do klimatycznego, drewnianego kościółka.
Cisza, światło wpadające przez okna, zapach starego drewna. 
Było w tym coś kojącego. Coś, co ustawiło mnie wewnętrznie na ten tydzień.

Potok, wodospad i alpaki

Kolejnego dnia pozwoliłam sobie na lekkość.

Spacer wzdłuż potoku, chwila przy wodospadzie, przysiadanie na kamieniach i patrzenie w dal. Bez planu.

Były też alpaki – miękkie, spokojne, rozczulające. Ten dzień był jak wdech przed prawdziwą przygodą.

Samotnia – z przyjaciółką, ale bez męża

Na szlak do Schronisko Samotnia ruszyłam z przyjaciółką – to z nią przyjechałam do Karpacza.

I choć nie byłam fizycznie sama, to jednak czułam brak tej jednej osoby. Bo zawsze to z mężem zdobywałam kolejne miejsca.

Widok na Mały Staw był zachwycający. Schronisko przyklejone do zbocza wyglądało jak z pocztówki. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy, robiłyśmy zdjęcia.

Ale w środku miałam myśl: „On powinien tu być”.

Praga – środa w innym świecie

W środę ruszyłam do Praga.

Z górskiej ciszy wpadłam w miejski rytm. Spacerowałam bez pośpiechu, podziwiałam architekturę, chłonęłam atmosferę.

To było piękne doświadczenie – radzić sobie samej w obcym mieście. Decydować. Wybierać. I wiedzieć, że potrafię.

Świątynia Wang – kościół szczęśliwych małżeństw

Czwartek przyniósł jedno z najbardziej poruszających miejsc tego wyjazdu – Świątynia Wang.

Drewniana, surowa, przeniesiona z Norwegii, stojąca dumnie wśród gór. Ale dla mnie to było coś więcej niż zabytek.

To kościół, o którym mówi się, że przynosi szczęście małżeństwom.

Stałam tam w ciszy i czułam ogromne wzruszenie. Myślałam o nas. O naszej wspólnej drodze. O wszystkich podróżach, które już przeżyliśmy i tych, które jeszcze przed nami.

I wtedy pojawiła się we mnie pewność:
Wrócę tu z mężem. Na mszę. Razem.

Bo są miejsca, do których trzeba przyjechać wspólnie.

Lemurka Tosia

Tego samego dnia odwiedziłam Café Lemur.

Karmienie lemurów było fascynujące. Patrzenie im w oczy – niemal hipnotyzujące.

Jedna z lemurek miała na imię Tosia. Dokładnie jak nasza kotka.

I była równie wybredna.

Z tym samym spokojem analizowała jedzenie, z tą samą miną decydowała, czy coś jej odpowiada. Uśmiechałam się sama do siebie – chyba to imię naprawdę zobowiązuje.

Ale znów – brakowało mi spojrzenia męża obok. Tego wspólnego śmiechu.

Fińska wioska Kalavela i koncert

Kolejnego dnia odwiedziłam fińską Wioskę Wikingów Wioska Wikingów Kalavela.

Surowe drewno, nordycki klimat, ogień i przestrzeń. Czuć tam było inspirację północą, Skandynawią, fińską symboliką.

Wieczorem był koncert. Muzyka na żywo, chłodne powietrze, góry wokół.

Stałam tam i myślałam: jak bardzo chcę kiedyś stać tu z Nim.

Śnieżka – gondolą na szczyt

Na Śnieżka wjechałam gondolą od strony czeskiej.

Patrzenie na krajobraz z góry, powolne unoszenie się nad zboczem – to było doświadczenie inne niż klasyczne podejście. Lżejsze fizycznie, ale równie symboliczne.

Na szczycie wiał wiatr. Widoki były ogromne.

I znów – poczułam, że tylko połowa mnie patrzy na to piękno.

Ostatnia niedziela – powrót

Szybki spacer po Karpaczu, pamiątki i droga powrotna.

Wracałam silniejsza. Odważniejsza. Ale też z ogromną tęsknotą.

Pierwszy i ostatni wyjazd solo

Ten wyjazd był potrzebny.

Ale wiem jedno – to była moja pierwsza i ostatnia taka podróż.

Bo najpełniej podróżuję wtedy, kiedy jestem z mężem.

We dwoje jesteśmy pełnią.
Jednością.
Spokojem i przygodą jednocześnie.

I jeszcze jedno…

Karpacz to świetna baza wypadowa. Blisko stąd do Czech, do Niemiec, do malowniczej Szwajcaria Saksońska. Można łączyć kraje, kultury i krajobrazy w jeden wyjazd.

Dlatego wiem, że wrócimy tu jeszcze.

Latem.
Albo jesienią.

Tym razem razem. 💛

Anrika i szafa gra

BIELSKO-BIAŁA – MIASTO, KTÓRE MÓWI: “CHCE MI SIĘ”

Są takie miejsca, które nie wołają głośno.
Nie krzyczą atrakcjami, nie próbują się przypodobać.
Po prostu są — i kiedy już je zobaczysz, zostają w sercu na zawsze.

Tak właśnie było z Bielskiem-Białą.

W tamtym roku zobaczyliśmy na Instagramie wydarzenie „Chce Mi Się” i powiedzieliśmy jedno zdanie, zupełnie spontanicznie, bez planu, ale z ogromnym przekonaniem:
Musimy tam być za rok.
I byliśmy. Po raz pierwszy w tym mieście. Po raz pierwszy na tym wydarzeniu. I już wiemy — to nie był przypadek.

✨ MIASTO JAK Z BAJKI

Bielsko-Biała jest jak ilustracja z książki, którą pamięta się z dzieciństwa.
To właśnie tutaj powstawały kultowe bajki tj. “Reksio”, “Bolek i Lolek” czy “Baltazar Gąbka”, które wychowały pokolenia.
To tutaj rodziła się polska motoryzacja z Fiatem.
Ale przede wszystkim — to miasto ma duszę.

Spacerując ulicami, czuliśmy się jak w świecie, gdzie czas płynie wolniej.
Piękne kamienice, zdobione rzeźbionymi fasadami, sztukateriami i freskami.
Wąskie uliczki, które prowadzą do kawiarni tak klimatycznych, że…
śmiało możemy powiedzieć:
we Włoszech, w tylu miastach, w których byliśmy — nawet tam takich nie ma!

To było zaskoczenie.
Bo byliśmy w wielu miastach w Polsce i Europie.
Ale Bielsko-Biała urzekło nas najbardziej.
Rozkochało bez ostrzeżenia.


☕ MODA, KAWIARNIE I UKRYTE SKARBY

To miasto jest jak szkatułka pełna sekretów.
Za każdym rogiem coś się kryje.

Najbardziej klimatyczne kawiarnie — z zapachem kawy, ciszą i rozmowami bez pośpiechu.
butiki… ach, butiki!
Ukryte, małe, jak z bajki o księżniczkach.

Pantofelki jak z balu: cekinowe, delikatne.
Torebusie koralikowe, jak biżuteria.
Suknie balowe, które wyglądają jak spełnione marzenia.

To miasto naprawdę rozumie modę.
Tę subtelną, romantyczną, z duszą.

🏰 ZAMEK, RODZINA I „BAJKOWO”

Odwiedziliśmy także Zamek Książąt Sułkowskich — pełen pięknych komnat, historii i ciszy, która mówi więcej niż tysiąc słów.
Tam wszystko miało znaczenie. Każdy detal. Każde spojrzenie na przeszłość.

Spotkaliśmy się też z rodziną — z kuzynami.
I wtedy wszystko zaczęło się układać w całość.

To właśnie w Bielsku-Białej urodziła się mama Antoniego.
I nagle zrozumieliśmy, skąd jej ulubione słowo:
“bajkowo”

To słowo nie było przypadkiem.
To było wspomnienie.


🌄 NIE ZDĄŻYLIŚMY… I TO DOBRZE

Nie starczyło czasu, by wybrać się na górski szlak.
Ale to nie był niedosyt — to była obietnica.

Znak, że trzeba wrócić.

I już wiemy jedno:
Będziemy wracać do Bielska-Białej co roku.
Na „Chce Mi Się”, na spotkania z rodziną, na kawę, na modowe perełki.
To będzie nasza nowa tradycja 🤍

🎥 ZAPROSZENIE

Całą naszą wycieczkę, emocje, spacery i momenty możecie zobaczyć we vlogu na naszym kanale YouTube.
Zapraszamy Was serdecznie — może i Wy zakochacie się w tym mieście tak jak my.

Bo są miejsca, które sprawiają, że…
naprawdę chce się.
Żyć. Wracać. Pamiętać.

Anrika i szafa gra

“CHCE MI SIĘ” w Bielsko Białej– WYDARZENIE, KTÓRE ZRODZIŁO SIĘ Z POTRZEBY SERCA

Niektóre wydarzenia powstają z planów.
Inne z budżetów.
A są też takie, które rodzą się z jednego zdania wypowiedzianego szeptem:
“Chce mi się.”

I właśnie z takiej potrzeby — potrzeby czułości, wspólnoty, radości i zatrzymania się — narodziło się wydarzenie “Chce Mi Się” w Bielsku-Białej.

🧸 SKĄD SIĘ WZIĘŁO “CHCE MI SIĘ”?

“Chce Mi Się” to nie tylko nazwa.
To manifest.

To odpowiedź na świat, który pędzi.
Na dorosłość, która często mówi: nie wypada, nie teraz, nie ma czasu.
To wydarzenie powstało z potrzeby powrotu do emocji, które każdy z nas nosi w sobie — niezależnie od wieku.

Do dziecięcej radości.
Do miękkości.
Do przyjemności bycia razem.

I choć jego forma jest lekka, kolorowa i pozornie zabawkowa, sens jest bardzo głęboki.

Pięknie – dopisuję spójny fragment, który możesz wkleić do drugiego artykułu. Zachowuję ten sam magiczny, wdzięczny i emocjonalny klimat, a jednocześnie jasno zaznaczam rolę restauracji Stek i Wino jako inicjatora i organizatora wydarzenia „Chce Mi Się”.

🍷 STEK I WINO – SERCE, OD KTÓREGO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO

Za wydarzeniem „Chce Mi Się” stoi miejsce, które doskonale rozumie ideę gościnności, spotkań i celebracji chwili — restauracja Stek i Wino w Bielsku-Białej.

To właśnie tutaj narodził się pomysł, by stworzyć coś więcej niż event.
Coś, co będzie pretekstem do bycia razem.
Do rozmów.
Do uśmiechu.
Do zwolnienia tempa.

Stek i Wino od lat jest miejscem spotkań — nie tylko przy stole, ale i między ludźmi. Miejscem, w którym jedzenie łączy się z atmosferą, a smak z emocją. I dokładnie z tej filozofii powstało „Chce Mi Się”.

To restauracja stała się inicjatorem i organizatorem wydarzenia, otwierając przestrzeń nie tylko dla smaków, ale i dla twórców, artystów, projektantów, ilustratorów oraz wszystkich tych, którzy wierzą, że życie składa się z małych przyjemności.

„Chce Mi Się” jest naturalnym przedłużeniem ducha tego miejsca.
Ciepłego. Otwartego. Autentycznego.

Nie ma tu przypadków.
Jest uważność.
Jest serce włożone w każdy detal.

I może właśnie dlatego to wydarzenie tak bardzo porusza — bo zostało stworzone przez ludzi, którzy wiedzą, jak ważne są relacje, emocjechwile, które się pamięta.

🤍 PO CO JEST TO WYDARZENIE?

„Chce Mi Się” zostało stworzone po to, by chciało się:

  • wychodzić z domu

  • spotykać ludzi

  • wspierać lokalnych twórców

  • cieszyć się drobnymi rzeczami

  • przypominać sobie, że radość nie jest luksusem

To wydarzenie łączy sztukę, design, modę, ilustrację, rękodzieło i emocje.
Nie ma tu pośpiechu.
Nie ma presji.
Jest przestrzeń.

Przestrzeń na rozmowy.
Na uśmiech.
Na przytulenie misia — symbolu czułości i bezpieczeństwa, który stał się znakiem rozpoznawczym eventu.

🧸 DLACZEGO MISIE?

Miś to coś więcej niż zabawka.
To pierwsze wsparcie.
Pierwsza forma bliskości.
Pierwszy „dom”, który można zabrać ze sobą.

„Chce Mi Się” przypomina, że dorosłość nie musi oznaczać rezygnacji z emocji.
Że wrażliwość to siła.
A nostalgia może być piękna.

W świecie, który coraz częściej jest chłodny i szybki — to wydarzenie jest jak miękki koc i ciepła herbata.

✨ DLACZEGO WŁAŚNIE BIELSKO-BIAŁA?

Nie ma lepszego miasta dla tego wydarzenia.
Bielsko-Biała — bajkowe, ilustracyjne, z historią animacji i sztuki — jest idealnym tłem dla „Chce Mi Się”.

To miasto, które rozumie opowieści.
Które kocha detale.
Które nie boi się delikatności.

Tutaj „Chce Mi Się” nie jest dodatkiem do miasta.
Ono z nim współistnieje.
Oddycha tym samym rytmem.

🌸 CO POCZULIŚMY, BĘDĄC TAM?

Czuliśmy spokój.
Radość.
Autentyczność.

To było wydarzenie, na którym nic nie było udawane.
Twórcy, artyści, wystawcy — wszyscy byli tam z potrzeby serca, a nie obowiązku.

I pomyśleliśmy wtedy:
Takie wydarzenia są potrzebne. Bardziej niż kiedykolwiek.

🧸 NASZA NOWA TRADYCJA

Rok temu zobaczyliśmy „Chce Mi Się” na Instagramie.
W tym roku byliśmy tam naprawdę.
A teraz już wiemy:

Będziemy wracać co roku.

Na misie.
Na emocje.
Na Bielsko-Białą.
Na spotkania z rodziną.
Na przypomnienie sobie, że czasem wystarczy jedno zdanie, by zmienić perspektywę:

Chce mi się.

🎥 ZAPROSZENIE

Całe wydarzenie, atmosferę, detale i nasze emocje możecie zobaczyć we vlogu na naszym kanale YouTube.
Zapraszamy Was serdecznie do tej bajki — być może stanie się także Waszą tradycją 🤍

W Kadrze Świata – Nasze Ulubione Zagraniczne Sesje Dekady

Przez dziesięć lat blogowania nie tylko dorastaliśmy przed obiektywem, ale też pozwalaliśmy światu zapisać nas w swoich barwach, światłach i chwilach. Nasza pierwsza profesjonalna zagraniczna sesja powstała w Barcelonie – podczas walentynkowego wyjazdu, kiedy miasto pachniało słońcem, a my odkrywaliśmy, jak pięknie jest zatracić się w fotografii daleko od domu.

A ta ostatnia… wydarzyła się na Malcie. Tam, gdzie przyjechaliśmy świętować dziesiątą rocznicę naszego związku, tuż po naszym drugim ślubie. Słońce było wtedy łagodniejsze, emocje głębsze, a każdy kadr brzmiał jak cicha obietnica na kolejne lata.

W tym wpisie zebraliśmy nasze ulubione zagraniczne sesje z całej dekady – te, które pachną wspomnieniami, mają w sobie magię miejsc, które nas zmieniły, i opowiadają historię dwóch ludzi, którzy wciąż wracają do siebie… nawet wtedy, gdy są tak daleko od domu.

To podróż przez czas, świat i miłość – zapisana w dziesięciu latach zdjęć.

anrika i szafa gra

fot. Fabian Kosiński/Firtlylight

Niebiańskie palmy/Heavenly palms

anrika i szafa gra

fot. Fabian Kosiński/Firtlylight

Wyższy poziom/Highter level

anrika i szafa gra

fot. Fabian Kosiński/Firtlylight

Zwierzęcy pion/Animal plumb

anrika i szafa gra

fot. Fabian Kosiński/Firtlylight

Kosmiczna woda/Space water

anrika i szafa gra

fot. Fabian Kosiński/Firtlylight

Daktylowe palmy/Date palms

fot. Fabian Kosiński/Firtlylight

Kolory nieba/Colors of the sky

anrika i szafa gra

fot. Anna Rosa

ZACZAROWANI W PAFOS-KOLOROWA OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI-ENCHANTED IN PAPHOS-A COLORFUL STORY OF LOVE

anrika i szafa gra

fot. Anna Rosa

NAD BASENEM POD NIEBEM PAFOS/BY THE POOL UNDER THE PAPHOS SKY

fot. Anna Rosa

BLUE GROTTO:SYRENI ŚPIEW I NASZA HISTORIA/BLUE GROTTO: THE SIRENS’ SONG AND OUR HISTORY

fot. Anna Rosa

DEKADA MIŁOŚCI NA KLIFACH GHAJN TUFFIEHA-A DECADE OF LOVE ON THE CLIFFS OF GHAJN TUFFIEHA

Która z tych modowo-miłosno podróżniczych fotograficznych historii jest Waszą ulubioną?
Anrika i szafa gra

10 Lat Podróży – Miejsca, które Zapisały Naszą Historię

Dziesięć lat bloga to dziesięć lat wspólnej drogi nie tylko w kadrach i stylizacjach, ale przede wszystkim – w podróżach. W miejscach, które nas ukształtowały, wzruszyły, zaskoczyły i nauczyły patrzeć na świat szerzej, piękniej, z większą wdzięcznością.

Każdy wyjazd był rozdziałem.
Każde miasto – emocją.
Każdy krajobraz – wspomnieniem wplecionym w naszą historię.

I dziś, z okazji 10-lecia, wracamy do nich wszystkich… czule, nostalgicznie, z sercami pełnymi wzruszeń.

Łeba – pierwsze wakacje i miejsce, do którego wracamy jak do domu

Nasza wspólna podróż zaczęła się właśnie tutaj.
W Łebie – mieście, które pachnie beztroską, pierwszym latem, pierwszymi wspólnymi krokami.

To miejsce, do którego wracamy nie tylko po widoki, ale po wspomnienia.
Po tę delikatną wersję nas, która dopiero zaczynała swoją historię. W tym mieście, dzięki ukochanej cioci zostaliśmy wege. 

Polska – kraj małych cudów, w których zostawiliśmy cząstki serca

Nasze podróże po Polsce były jak uczenie się świata… od własnego podwórka.

Były Tatry i Zakopane, zimowe, pachnące śniegiem i światłem.
Była Białowieża, dzika i kojąca.
Były częste wyprawy nad Morze Bałtyckie – do Gdańska, Gdyni, Sopotu i wielu mniejszych, cichych miejsc, w których fale opowiadały swoje historie.
Były dziesiątki małych podróży po Mazowszu i Podkarpaciu– w miejsca wcale nie spektakularne, ale tak bardzo nasze, że stawały się perełkami pamięci.

anrika i szafa gra

anrika i szafa gra

Pionki i Krosno – miasta naszych serc, korzeni i powrotów

Ale wśród wszystkich miejsc są dwa, które mają dla nas znaczenie najgłębsze.
Pionki i Krosno – miasta, z których pochodzimy.

To tam wracamy najczęściej.
Nie dla atrakcji, nie dla widoków…
ale dla korzeni, dla domu, dla ludzi, dla wspomnień, które budują nas mocniej niż jakakolwiek daleka podróż.

Pionki – z lasami, wspomnieniami młodości, ciepłem zwyczajnych dni.
Krosno – z pagórkami, spokojem, małomiasteczkową bliskością, która koi.

To miejsca, które uczą nas, że podróżowanie nie zawsze oznacza oddalanie się.
Czasem oznacza powrót do tego, co najprawdziwsze.

2018 – Portugalia i Algarve: pierwsza wspólna zagraniczna podróż i zaręczyny

Portugalia była jak wejście w nowy świat.
Złote klify, ocean, światło… i my.
Pierwszy raz tak daleko.
Pierwszy raz tak zakochani w świecie.

I tam, w Algarve, padły słowa, które zmieniły wszystko.
Nasze zaręczyny – moment, który do dziś świeci nam w pamięci jak latarnia.

Adršpach i XVIII-wieczny klasztor w Broumovie

Czechy były jak baśń, do której ktoś zapomniał napisać zakończenie.
Skalne miasto Adršpach – monumentalne, magiczne, nierealne.
A noc w XVIII-wiecznym klasztorze w Broumovie…
cisza, historia, atmosfera jak z innego świata.

Madera – wyspa wiecznej wiosny i najpiękniejsze miejsce Europy

Madera była jak objawienie.
Zbyt piękna, by była prawdziwa.
Zbyt czuła, by można o niej zapomnieć.

To miejsce zapisało się w nas głęboko.
Do dziś czujemy jej światło.

Budapeszt – disneyowska baśń i ślady Michaela Jacksona

Miasto, które wygląda jak ilustracja z baśni.
Pełne wieżyczek, elegancji, nocy pachnącej historią.

A dla nas – pełne symboli ukochanego Michaela Jacksona, co dodało tej podróży osobistego, wyjątkowego znaczenia.

Wiedeń– klasyczne piękno, które zachwyca ciszej

Austria była spokojna, dostojna, elegancka.
Mniej magiczna niż Budapeszt, ale piękna w sposób klasyczny – jak muzealny obraz, którego nie da się zapomnieć.

Berlin – świąteczna magia i Mikołaj lecący nocą w powietrzu

Berlin zimą był jak powrót do dzieciństwa.
Światełka, jarmarki, zapach kakao.

I najpiękniejszy moment:
Mikołaj lecący nocą na saniach nad miastem.
Widok jak z opowieści, które czytało się przed snem.

Tatry Wysokie – śnieżne miasteczka jak z dziecięcych książek

anrika i szafa gra

Słowacja dopisała własny rozdział zimy.
Pełen śniegu, ciszy i gór tak potężnych, że zapierały dech.
Miasteczka wyglądały jak ilustracje z baśni.

Włochy – Como i roślinność pachnąca romansem

anrika i szafa gra włochy lombardia italy

Włochy to piosenka o miłości.
A Como – jej najpiękniejszy refren.
Pełne światła, zieleni, elegancji i romantyzmu.

Grecja – Meteory, jedno z najpotężniejszych miejsc na ziemi

Kalambaka i Meteory – monumentalne, mistyczne, wpisane na UNESCO.
Kręcono tu m.in.:
🎬 Mission: Impossible – Fallout
🎬 greckie produkcje filmowe

A okolice tych skał były inspiracją wizualną dla fanów Linkin Park – szczególnie w klimatycznych ujęciach związanych z naturą i monumentalnymi krajobrazami.

Meteory były przeżyciem.
Nie tylko widokiem.

Helsinki – zimowe jarmarki z klimatem Muminków i ostatnia podróż jako narzeczeni 

anrika i szafa gra finlandia helsinki muminki zimą

Śnieg, światła, cisza.
Jarmarki, które wyglądały jak wyjęte z ilustracji Tove Jansson.
Podróż pełna łagodności.

Barcelona – pierwsza podróż jako małżeństwo

Barcelona to przełom pierwsza podróż jako małżeństwo i pierwsza podróż z fotografem. 

pierwsza profesjonalna zagraniczna sesja, która do dziś jest jedną z pereł naszej blogowej historii.

anrika i szafa gra

Tunezja – Sahara, Szebika, UNESCO i plan Gwiezdnych Wojen

anrika i szafa gra

Tunezja była marzeniem spełnionym.
Podróżą życia.

Sahara – ogromna, potężna.
Szebika – oaza jak z legend.
Miasto filmowe z Gwiezdnych Wojen.
Zabytki UNESCO, które zapierały dech.

To była podróż, która nas zmieniła.

anrika i szafa gra

Cypr – wyspa Afrodyty i pierwsze święta pod palmami

anrika i szafa gra

Cypr to romantyzm, legendy, mit o Afrodycie.
Piękno miłości zapisanej w skałach i falach.

To tam spędziliśmy pierwsze święta wielkanocne poza Polską i pierwsze pod palmami – wyjątkowe, symboliczne, pamiętne.

anrika i szafa gra

Malta – dziesięć historii po naszym drugim ślubie

Malta była jak otwarcie nowego rozdziału.
Tuż po naszym drugim, kościelnym ślubie powstało 10 miłosno–podróżniczo–modowych historii – zamykających całą dekadę piękną, symbolicznie splecioną klamrą.

10 lat podróży.

10 lat wzruszeń.
10 lat wybierania siebie nawzajem – w każdym miejscu na mapie.

Kiedy patrzymy wstecz, widzimy nie tylko piękne widoki.
Widzimy emocje.
Gesty.
Uśmiechy.
Chwile, które stały się naszym życiem.

I choć minęła dekada, czujemy, że to dopiero początek.
Bo świat jest ogromny.
A miłość – jeszcze większa.

Teraz czas na podróże do miejsc w któych jeszcze nas nie było..

Która z naszych podróży była Waszą ulubioną?
Anrika i szafa gra

Maltańskie de l’amour – 10 lat miłości, 10 historii

Są takie podróże, które nie dzieją się przypadkiem. Malta była właśnie taka – wyspa, która stała się tłem dla naszej wspólnej celebracji. Dziesięć lat miłości zasługiwało na coś wyjątkowego, a my postanowiliśmy opowiedzieć tę dekadę uczuć językiem, który znamy najlepiej – modą, zdjęciami i historiami utkanymi z emocji.

Powstało 10 miłosno–modowych opowieści, każda inna, każda spleciona z miejscem, chwilą i tym, co w nas. Sesje fotograficzne były jak rozdziały albumu – jedne lekkie i pastelowe, inne dramatyczne i nasycone kolorem, wszystkie jednak utkane z naszej wspólnej drogi…

Malta nas zaskoczyła – jej błękitne zatoki, wąskie uliczki, złote światło, które miękko otulało kadry… Wszystko układało się w scenografię idealną. Byliśmy sobą, a jednocześnie bohaterami własnej bajki – tej, którą piszemy od dekady.

Każda stylizacja niosła ze sobą symbol – biel była dla nas czystością początku, czerń siłą i tajemnicą, a drobne dodatki przywoływały wspomnienia wspólnych podróży i chwil. Moda stała się językiem opowieści o miłości, a miłość – najpiękniejszym tłem dla mody.

Malta była naszym świętem. Miejscem, gdzie spojrzeliśmy na siebie świeżym spojrzeniem, jakby to był pierwszy dzień, a jednocześnie jakbyśmy znali każdy gest od zawsze.

To był czas wdzięczności – za przeszłość, która nas ukształtowała, teraźniejszość, którą celebrujemy, i przyszłość, którą chcemy pisać razem.

10 historii. 10 stylizacji. 10 lat miłości.
A to dopiero początek następnych rozdziałów…

Chcesz zobaczyć więcej z naszej maltańskiej podróży? Zapraszamy do obejrzenia 5 vlogów prosto z Malty – wszystkie dostępne na naszym kanale YouTube.

Czy byliście już na Malcie?
Anrika i szafa gra

Malta – wyspa, która skradła nasze serca

Malta – maleńka wyspa mniejsza niż Warszawa, a jednocześnie pełna niezwykłości i kontrastów. Spędziliśmy tu sześć dni, a odkryliśmy tyle piękna, że… nie zdążyliśmy odwiedzić Gozo ani Comino. To znak, że musimy do niej wrócić!

I wiecie co? To właśnie tutaj świętowaliśmy naszą 10. rocznicę miłości – i zupełnym (a może wcale nie tak przypadkowym?) trafem udało nam się zobaczyć dokładnie 10 wyjątkowych miejsc. Bo przecież w życiu nic nie dzieje się bez powodu… a takie chwile i symbole mają swoją magiczną moc. 

Malta to niewielkie państwo wyspiarskie na Morzu Śródziemnym, położone:

  • na południe od Sycylii (Włochy) – ok. 90 km,

  • na wschód od Tunezji – ok. 300 km,

  • na północ od Libii – ok. 290 km.

W skład archipelagu Malty wchodzą trzy główne wyspy:

  • Malta (największa i główna wyspa),

  • Gozo,

  • Comino (oraz kilka mniejszych, niezamieszkanych wysepek).

📍 Geograficznie – leży mniej więcej w centrum Morza Śródziemnego, dzięki czemu przez wieki była ważnym punktem strategicznym na szlakach handlowych Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu.

Malta to:

  • barwna historia Zakonu Maltańskiego
  • prehistoryczne świątynie zbudowane przez lud gigantów
  • Błękitna Laguna na Comino, czyli Karaiby w Europie
  • drewniane maszrabije, finezyjne kołatki, wizerunki świętych i tajemnicze luzzu – oczy Ozyrysa

Co udało się nam zobaczyć (i co warto zobaczyć… następnym razem)

Mdina – średniowieczne miasto ciszy i spokoju, gdzie wąskie, brukowane uliczki prowadzą do ukrytych zaułków, a widoki z murów obronnych zapierają dech. Idealne miejsce na chwilę wyciszenia i refleksji.

Blue Grotto – spektakl natury: promienie słońca wpadające do jaskini morskiej, odbijają się wody i tworzą niezapomniane błękity – idealne na romantyczną przejażdżkę łodzią.

Popeye Village – kolorowy powrót do dzieciństwa. Sceneria filmowa, uśmiechy i lekkość – miejsce, które skradnie serce nie tylko dzieciom, ale także nostalgicznym dorosłym w nas.

Mellieħa – północna część wyspy to raj dla miłośników plaż. Mellieħa Bay to szeroka, piaszczysta przestrzeń, idealna do leniwej sjesty z morską bryzą i wspólną kawą.

Valletta – stolica pełna elegancji: barokowe fasady, wielkie kościoły, klimatyczne knajpki i historyczne forty. Wieczorny spacer wśród jej murów to gwarancja romantycznej opowieści.

Klify Dingli – zachwyt natura: przytuleni na skraju urwiska, patrząc na nieskończony ocean. Idealne na moment zadumy i planowania kolejnych podróży.

Coral Bay – zatoka z turkusową wodą, idealna na kąpiel, snorkeling lub wspólny relaks na plaży. Kolorowe rybki skaczą tuż przy brzegu, a słońce powoli topi się w morskim horyzoncie.

Ghajn Tuffieha – dzika, naturalna plaża otoczona złotym piaskiem i czerwonymi klifami. Kluczem jest zejście schodami, ale nagroda – intymność i dzikość krajobrazu – to idealne miejsce na wspólne chwile.

Marsaxlokk – rybacka wioska z kolorowymi łodziami luzzu i targiem rybnym. Zapach świeżo złowionych ryb, lokalne przysmaki i spokojna atmosfera – idealne popołudnie dla smakoszy i fotografów.

St. Peter’s Pool – naturalne baseniki w wapiennych skałach. Całkowita wolność – skoki do lazurowej wody, bez tłumów, za to z pustką i dzikością, która koi duszę.

6 dni, a tyle wspomnień – Gozo i Comino – na listę “must-revisit”

Sześć dni na Malcie – to za mało, by zobaczyć wszystko. Gozo i Comino zostały poza zasięgiem naszych kroków – ale tylko na chwilę! To znak, że jeszcze tu wrócimy.

Malta w pigułce – co czyni ją wyjątkową:

Cechy maltańskiej przygodyDlaczego warto zanotować
Kompaktowość wyspyMniejsza niż Warszawa – z łatwością można ją zwiedzać, pędzić i wracać do chwil.
Różnorodność krajobrazówOd klifów i dzikich plaż, przez jaskinie i zatoki, aż po historyczne miasta – w jednym kawałku lądu.
Historia na każdym krokuMdina i Valletta opowiadają wieki historii, a ulice pachną średniowieczem i rycerskimi opowieściami.
Intymna podróż we dwojeKolory, zapachy morza i dalekie widoki – idealne tło dla romantycznych chwil i wspomnień.
Egzotyka tuż za progiemBliskość włoskiej Sycylii, czysta woda i śródziemnomorska aura – coś, czego nie da się zapomnieć.

Na zakończenie… z Malty z sercem i planem powrotu

Malta zabrała nas w podróż od ciszy Mdiny po barwność Marsaxlokk, od romantyzmu klifów po delikatny szum morza w zatoczkach. Choć Gozo i Comino wciąż czekają, czujemy, że już tu wrócimy. Bo magicznych miejsc nigdy dość.

A Wam zostało coś z listy? Jakie tajemnice Malty chcielibyście odkryć przy kolejnej wizycie?

 Dla osób ceniących wygodę i wybierających zorganizowane wyjazdy  można skorzystać z oferty ITAKI:
 https://www.itaka.pl/nasze-kierunki/malta/

Chcesz zobaczyć więcej z naszej maltańskiej podróży? Zapraszamy do obejrzenia 5 vlogów prosto z Malty – wszystkie dostępne na naszym kanale YouTube.

A Wy byliście już na Malcie?
Anrika i szafa gra

WYSPY ŚWIDERSKIE – DZIKIE PLAŻE POD WARSZAWĄ I NASZA MODOWA ODA DO NATURY

anrika i szafa gra

Gdy marzymy o chwilach wytchnienia blisko natury, wcale nie musimy wyjeżdżać daleko za miasto. Wyspy Świderskie, położone zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Warszawy, to dzika oaza spokoju – szerokie, piaszczyste plaże, powalone drzewa jak z obrazów Daliego i zachody słońca, które zapierają dech w piersiach.

To miejsce stało się nie tylko naszym ulubionym kierunkiem na jednodniowy reset, ale również inspiracją do stworzenia wyjątkowych modowych sesji zdjęciowych 🌞📸

🏜 Dzikie pejzaże – raj dla fotografów i dusz artystycznych

Wyspy Świderskie wyglądają jak przeniesione z innego kontynentu – brak infrastruktury, surowy krajobraz, zatopione pnie drzew i ogrom otwartej przestrzeni tworzą naturalną scenografię idealną do zdjęć. To właśnie tam zrealizowaliśmy nasze najnowsze sesje – pełne koloru, kontrastu i emocji.

anrika i szafa graanrika i szafa graanrika i szafa graanrika i szafa graanrika i szafa graanrika i szafa gra

👗 Stylizacje inspirowane naturą, wolnością i etniczną energią

W naszych stylizacjach postawiliśmy na etniczne wzory, ręcznie dziergane topy, frędzle, len, dzianiny i kolory ziemi – od ciepłego pomarańczu i głębokiej czerwieni po złamane beże i biel.

Było zmysłowo, dziko, naturalnie – dokładnie tak, jak to miejsce. Miksowaliśmy vintage z nowoczesnością, boho z afrykańskim akcentem i minimalizm z odwagą w formie. Dodatki? Oversize’owe okulary, rękodzielnicze detale i włosy rozwiane wiatrem – bez stylizacji, tylko z duszą 🌬️🧡

anrika i szafa graanrika i szafa gra

ALMOST IN PARADISE

anrika i szafa graanrika i szafa gra

ORANGE ENERGY

anrika i szafa graanrika i szafa gra

ISLAND PATTERNS

Fot. Firstlylight/Fabian Kosiński

Beach Fashion – Panthera, Pokahontas w towarzystwie brązu i zieleni

🧭 Dla kogo są Wyspy Świderskie?

Dla każdego, kto szuka:

  • alternatywy dla zatłoczonych miejskich plaż 🏖

  • miejsca na klimatyczny piknik, sesję, spacer lub kąpiel słoneczną ☀️

  • bezkresu i ciszy, które niezmiennie inspirują ✨

Dojazd z Warszawy to około 30 minut, a satysfakcja – gwarantowana. Tylko pamiętajcie – to miejsce dzikie i trzeba o nie dbać. Zostawcie po sobie tylko ślady stóp!

Mazowieckie kadry natury z naszej wyprawy

📽 ZOBACZCIE LOOKBOOK Z NASZYCH SESJI NA WYSPACH ŚWIDERSKICH!

Czy byliście już kiedyś na Wyspach Świderskich?
Które z naszych stylizacji są Waszymi ulubionymi?

Anrika i szafa gra