WARSAW FASHION WEEK 2026 – Warszawa stanie się stolicą mody. Anrika częścią tego wyjątkowego projektu

57-0N8A1412.jpg

Są wydarzenia, o których po prostu się pisze. Są też takie, które można obserwować z pierwszego rzędu. Ale są i takie, które przeżywa się od środka – uczestnicząc w ich tworzeniu, poznając ludzi, którzy za nimi stoją, i obserwując, jak pomysł krok po kroku zamienia się w rzeczywistość.

Warsaw Fashion Week 2026 jest właśnie takim wydarzeniem.

Już 3–5 września Warszawa na trzy dni zamieni się w stolicę mody, sztuki, designu, biznesu i kreatywności.

A tegoroczna edycja jest dla mnie szczególna, ponieważ nie będę jej jedynie relacjonować.

Jako PR Manager & Spokesperson Warsaw Fashion Week jestem częścią zespołu, który to wydarzenie współtworzy.

I właśnie dlatego chciałabym opowiedzieć Wam o nim trochę inaczej – z perspektywy osoby, która ma możliwość zaglądać za kulisy jeszcze zanim na wybiegu pojawią się pierwsze modelki i modele.

Od pomysłu do wielkiego wydarzenia

Kiedy słyszymy “Fashion Week”, zazwyczaj widzimy przede wszystkim światła, muzykę, kolekcje, modelki, projektantów, fotografów i gości siedzących w pierwszym rzędzie.

Ale zanim rozpocznie się pierwszy pokaz, dzieje się ogromna ilość pracy.

Są spotkania.

Rozmowy.

Przygotowania.

Castingi.

Próby.

Komunikacja z mediami.

Współpraca z projektantami i partnerami.

I dziesiątki, a czasem setki decyzji, których publiczność nigdy nie zobaczy.

To właśnie ta część wydarzenia fascynuje mnie szczególnie.

Bo Fashion Week nie zaczyna się w momencie, kiedy modelka wychodzi na wybieg.

On zaczyna się dużo wcześniej – od ludzi, ich pomysłów, ambicji i wiary w to, że można stworzyć coś wyjątkowego.

Warszawa na trzy dni stanie się miastem mody

Tegoroczny Warsaw Fashion Week odbędzie się w dniach 3, 4 i 5 września 2026 roku.

Trzy dni, trzy różne przestrzenie i wiele różnych oblicz współczesnej mody.

Program został zaplanowany tak, aby pokazać modę nie tylko jako piękne ubrania, ale również jako część kultury, sztuki, biznesu, designu i współczesnego stylu życia.

I właśnie ta wielowymiarowość jest mi szczególnie bliska.

Bo moda nigdy nie była dla mnie wyłącznie ubraniem.

To sposób komunikowania siebie.

To sztuka.

To biznes.

To emocje.

To budowanie marki.

To ludzie.

3 września – moda, design i rozmowa o przyszłości

Pierwszy dzień Warsaw Fashion Week odbędzie się w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego.

To przestrzeń, która idealnie wpisuje się w ideę wydarzenia łączącego modę z designem i kreatywnością.

Tego dnia nie zabraknie pokazów, ale ważnym elementem będą również panele dyskusyjne i rozmowy dotyczące współczesnego rynku mody.

Bo dzisiejszy Fashion Week nie może być już wyłącznie prezentacją kolekcji.

Branża zmienia się bardzo szybko.

Technologia wpływa na sposób projektowania i produkcji.

Media społecznościowe zmieniły sposób budowania marek.

Coraz większe znaczenie ma zrównoważony rozwój.

Zmienia się również nasze rozumienie luksusu.

Dlatego tak ważne są miejsca, w których możemy nie tylko oglądać modę, ale również rozmawiać o tym, dokąd ona zmierza.

4 września – moda wysoko nad Warszawą

I tutaj pojawia się miejsce, które szczególnie zapadło mi w pamięć.

LOOK UP.

Drugi dzień Warsaw Fashion Week odbędzie się w niezwykłej przestrzeni przy ulicy Prostej 67, znajdującej się na 41. i 42. piętrze warszawskiego Skylinera.

To około 165 metrów nad ziemią.

I trudno o bardziej spektakularną scenografię dla wieczoru poświęconego modzie wysokiej.

Wyobraźcie sobie:

Warszawa za panoramicznymi szybami.

Światła miasta.

Muzyka.

Modelki i modele.

Kolekcje projektantów.

Goście.

Fotografowie.

I wybieg, który znajduje się wysoko ponad ulicami stolicy.

Moda i Warszawa spotykają się tutaj na jednej wysokości.

LOOK UP – miejsce, które samo w sobie jest doświadczeniem

LOOK UP nie jest zwykłą przestrzenią eventową.

Za projekt wnętrz odpowiada studio MIXD, które stworzyło przestrzeń łączącą nowoczesność, elegancję i bardziej industrialne akcenty.

W aranżacji pojawiają się między innymi miedziane lustra, semitransparentna żywica, czeczotowy fornir, beton, frezowany MDF oraz oksydowana stal.

Charakterystycznym elementem projektu jest również falująca forma przypominająca wstęgę, która pojawia się w różnych częściach wnętrza.

To miejsce, w którym architektura nie jest tylko tłem.

Ona sama staje się częścią wydarzenia.

I właśnie dlatego tak bardzo pasuje do Warsaw Fashion Week.

Moda również jest przecież sztuką łączenia materiałów, faktur, światła, proporcji i form.

165 metrów nad ziemią

Jest coś niezwykle symbolicznego w organizowaniu Fashion Week tak wysoko nad Warszawą.

Z jednej strony mamy modę wysoką.

Z drugiej – miasto oglądane z wysokości.

A pomiędzy nimi ludzi, którzy chcą tworzyć coś nowego.

Wieczorem panorama Warszawy będzie naturalną scenografią dla pokazów.

I mam wrażenie, że będzie to jeden z tych momentów, kiedy samo miejsce pozostanie w pamięci równie mocno jak prezentowane kolekcje.

5 września 17:00– moda bliżej ludzi dzień otwarty dla wszystkich w Wolf Warszawa przy ul. Marszałkowskiej 89

Trzeci dzień Warsaw Fashion Week będzie miał zupełnie inny charakter.

Więcej otwartości.

Więcej przestrzeni dla publiczności.

Więcej rozmowy o tym, jak moda funkcjonuje poza klasycznym wybiegiem.

W programie znajdą się między innymi elementy związane ze street style, upcyklingiem i modą cyrkularną.

I bardzo mnie to cieszy.

Bo moda przyszłości nie może być wyłącznie piękna.

Powinna być również świadoma.

Powinna zadawać pytania.

Powinna szukać nowych rozwiązań.

Powinna odpowiadać na zmieniający się świat.

 

Warsaw Fashion Week – więcej niż pokazy

Tegoroczny Warsaw Fashion Week jest dla mnie szczególny również dlatego, że pokazuje, jak bardzo zmieniła się współczesna moda.

Dziś Fashion Week to nie tylko kolekcje.

To również biznes, komunikacja, media, sztuka, technologia, influencer marketing, design i budowanie marki.

To przestrzeń spotkań ludzi z różnych środowisk.

Projektantów.

Modeli i modelek.

Fotografów.

Artystów.

Przedsiębiorców.

Dziennikarzy.

Przedstawicieli marek.

Inwestorów.

Kreatywnych twórców.

I publiczności, która chce być częścią tego świata.

To właśnie ta różnorodność sprawia, że Fashion Week może stać się czymś znacznie większym niż seria pokazów.

Warszawa ma swój moment

Przez lata, kiedy myśleliśmy o wielkich tygodniach mody, automatycznie pojawiały się nazwy takie jak Paryż, Mediolan, Londyn czy Nowy Jork.

Ale Warszawa również ma ogromny potencjał.

Mamy projektantów.

Mamy młodych twórców.

Mamy fotografów, stylistów, artystów i ludzi biznesu.

Mamy coraz silniejszą scenę kreatywną.

I mamy publiczność, która chce uczestniczyć w wydarzeniach związanych z modą.

Według informacji publikowanych przy okazji tegorocznej edycji pierwsza odsłona Warsaw Fashion Week wygenerowała 12 milionów wyświetleń, pokazując, że zainteresowanie projektem jest naprawdę duże.

Druga edycja ma być kolejnym krokiem.

Większym.

Bardziej międzynarodowym.

Jeszcze mocniej łączącym różne środowiska.

Moja rola – PR Manager & Spokesperson

Dla mnie ten projekt jest również bardzo osobisty.

Jako PR Manager & Spokesperson Warsaw Fashion Week nie jestem jedynie osobą, która pojawi się na wydarzeniu i napisze o nim relację.

Jestem częścią zespołu, który pracuje nad tym projektem od środka.

Komunikacja.

Media.

Relacje.

Współpraca.

Zaproszenia i listy gości.

Reprezentowanie wydarzenia.

Budowanie jego wizerunku.

To wszystko dzieje się długo przed momentem, kiedy publiczność zobaczy pierwszy pokaz.

I właśnie dlatego tegoroczny Warsaw Fashion Week jest dla mnie tak wyjątkowy.

Mam możliwość współtworzenia całej drogi.

Od pierwszych przygotowań.

Przez castingi.

Przez spotkania i rozmowy.

Aż po moment, kiedy światła zostaną włączone, muzyka zacznie grać, a modelki i modele wyjdą na wybieg.

Od backstage’u do świateł

Praca przy wydarzeniu od strony PR pozwala zobaczyć coś, czego często nie widać na zdjęciach.

Za jednym pokazem stoi ogromna praca wielu osób.

Za jednym wyjściem modelki stoją godziny przygotowań.

Za jedną fotografią stoją dziesiątki decyzji.

Za jednym wydarzeniem – setki ludzi.

I właśnie dlatego Fashion Week jest tak fascynujący.

Bo kiedy wszystko jest już gotowe, widzimy tylko efekt.

A ja mam ogromną przyjemność współtowrzyć również proces, który do tego efektu prowadzi.

Luksus to dziś doświadczenie

Myślę, że bardzo dobrze pokazuje to właśnie LOOK UP.

Luksus nie musi dziś oznaczać wyłącznie drogich ubrań czy najbardziej ekskluzywnych marek.

Luksusem staje się również doświadczenie.

Miejsce.

Atmosfera.

Widok.

Spotkanie.

Emocja.

Historia.

I właśnie dlatego Fashion Week organizowany na 165 metrów nad Warszawą może być czymś więcej niż pokazem kolekcji.

Może być wspomnieniem.

Zdjęciem, które zostanie na lata.

Spotkaniem, które doprowadzi do nowej współpracy.

Momentem, który dla młodego projektanta albo modelki będzie początkiem kariery.

Trzy dni. Jedno miasto. Mnóstwo historii.

3 września – Instytut Wzornictwa Przemysłowego.

Design, moda, rozmowy i przyszłość branży.

4 września – LOOK UP.

Moda wysoka, luksus, architektura i Warszawa oglądana z wysokości 165 metrów.

5 września – moda bliżej publiczności.

Street style, upcykling, moda cyrkularna i nowe spojrzenie na odpowiedzialne projektowanie.

Trzy dni.

Trzy różne perspektywy.

Jedna Warszawa.

A ja?

Będę tam.

Nie tylko jako obserwatorka.

Nie tylko jako osoba pisząca o modzie.

Będę tam jako PR Manager & Spokesperson Warsaw Fashion Week – współtworząc wydarzenie, w które naprawdę wierzę.

I chyba właśnie to jest dla mnie najpiękniejsze.

Móc być częścią projektu, który daje przestrzeń młodym talentom.

Który łączy modę z biznesem i sztuką.

Który zaprasza do rozmowy o przyszłości.

Który pokazuje Warszawę jako miasto kreatywne, nowoczesne i gotowe na wielkie wydarzenia.

A przede wszystkim – który daje ludziom możliwość spotkania.

Bo za każdą kolekcją stoi projektant.

Za każdym pokazem – zespół.

Za każdym zdjęciem – fotograf.

Za każdą karierą – pierwszy krok.

A za każdą wielką historią często stoi po prostu ktoś, kto odważył się spróbować.

Do zobaczenia na Warsaw Fashion Week 2026!

Już 3–5 września Warszawa na chwilę zmieni rytm.

Będą światła.

Muzyka.

Moda.

Sztuka.

Design.

Biznes.

Nowe twarze.

Znane nazwiska.

Spotkania.

Rozmowy.

I emocje, których nie da się zaplanować.

A gdzieś wysoko nad Warszawą, w LOOK UP, miasto będzie patrzeć na nas z góry.

A my będziemy patrzeć na modę – być może z zupełnie nowej perspektywy.

Do zobaczenia na Warsaw Fashion Week 2026.

Anrika PR Manager & Spokesperson Warsaw Fashion Week
Anrika i Szafa Gra

Ponad 400 osób marzyło o wybiegu. Anrika w jury castingów Warsaw Fashion Week

Czy można rozpocząć swoją przygodę z modelingiem w ciągu kilku minut? Czasami wystarczy odwaga, dobre przygotowanie i… pojawienie się na castingu.

6 i 7 sierpnia w Warszawie odbyły się otwarte castingi do Warsaw Fashion Week 2026. W ciągu dwóch dni przez castingową przestrzeń w Przestrzeni Volvo przy ulicy Marszałkowskiej 89 przewinęło się ponad 400 osób.

Miałam ogromną przyjemność być częścią tego wydarzenia jako PR Manager & Spokesperson Warsaw Fashion Week, a pierwszego dnia również zasiąść w jury castingowym.

I muszę przyznać – było to doświadczenie, które zostanie ze mną na długo.

400 osób, 400 historii

Kiedy słyszymy “casting modelek i modeli”, łatwo wyobrazić sobie piękne twarze, wysokie sylwetki i osoby, które z dużą pewnością siebie przechodzą przed jury.

Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej interesująca.

Za każdą osobą, która pojawiła się na castingu, stała inna historia.

Były osoby, które miały już doświadczenie w modelingu. Byli również ci, dla których był to pierwszy profesjonalny casting.

Niektórzy przychodzili bardzo pewni siebie. Inni wyraźnie walczyli ze stresem.

I właśnie to było dla mnie najbardziej fascynujące.

Obserwowanie momentu, w którym ktoś staje przed jury i pokazuje siebie – często po raz pierwszy – wymaga naprawdę dużej odwagi.

Casting oczami jury

Pierwszego dnia miałam możliwość spojrzenia na uczestników nie tylko z perspektywy osoby związanej z komunikacją wydarzenia, ale również jako członkini jury.

I bardzo szybko przekonałam się, że casting to zdecydowanie więcej niż ocena wyglądu.

Oczywiście znaczenie mają warunki fizyczne i sposób prezentowania sylwetki. Jednak równie ważne są dla mnie:

osobowość, naturalność, pewność siebie, sposób poruszania się, energia oraz potencjał.

Czasami ktoś nie jest jeszcze perfekcyjnie przygotowany, ale ma w sobie coś, co sprawia, że trudno od niego oderwać wzrok.

I właśnie takich momentów podczas castingu szuka się najbardziej.

Najważniejsze jest to, czego nie widać na zdjęciu

Modeling często kojarzy się z perfekcyjnymi zdjęciami, makijażem, pięknymi ubraniami i światłami.

Casting wygląda zupełnie inaczej.

Tutaj nie ma możliwości ukrycia się za mocnym retuszem czy perfekcyjnie przygotowaną sesją zdjęciową.

Jest człowiek.

Jego postawa.

Sposób, w jaki wchodzi do pomieszczenia.

Pierwsze spojrzenie.

Sposób chodzenia.

Reakcja na stres.

I ta trudna do zdefiniowania energia, którą albo się czuje, albo nie.

Dlatego casting jest tak ciekawym doświadczeniem również dla jury.

Ponad 400 kandydatów – Warszawa ma apetyt na modę

Liczba uczestników zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Ponad 400 osób w ciągu dwóch dni pokazuje, jak duże jest zainteresowanie modelingiem i jak wiele osób chce spróbować swoich sił podczas profesjonalnego wydarzenia modowego.

Ale ta liczba mówi również coś więcej.

Warszawa ma ogromny potencjał.

Mamy młodych ludzi, którzy chcą tworzyć modę, być jej częścią i pojawiać się na wybiegach. Mamy projektantów, fotografów, stylistów, makijażystów, media i coraz większe zainteresowanie wydarzeniami modowymi.

Warsaw Fashion Week staje się miejscem, gdzie te światy mogą się spotkać.

Od castingu do wybiegu

Casting jest dopiero początkiem.

To właśnie podczas takich spotkań wybierane są osoby, które mają później szansę pojawić się na wybiegu podczas Warsaw Fashion Week.

I dlatego dla uczestników te kilka minut przed jury może mieć naprawdę duże znaczenie.

Jedno wejście.

Kilka kroków.

Kilka pytań.

I oczekiwanie.

A później może pojawić się telefon lub wiadomość, na którą ktoś czekał od dawna.

“Zostałaś/zostałeś wybrany do pokazu.”

Wyobrażam sobie emocje osoby, która słyszy takie zdanie po raz pierwszy.

Być częścią tego procesu

Dla mnie udział w Warsaw Fashion Week ma również szczególny wymiar zawodowy.

Jako PR Manager & Spokesperson zajmuję się komunikacją wydarzenia i reprezentowaniem projektu, ale możliwość uczestniczenia w castingu od strony jury pozwoliła mi zobaczyć jeszcze więcej.

Bo zanim modelka pojawi się na wybiegu, zanim fotograf zrobi jej zdjęcie, zanim publiczność zobaczy ją podczas pokazu – jest właśnie ten pierwszy moment.

Casting.

Pierwsze spotkanie.

Pierwsze wrażenie.

Pierwsza szansa.

Moda to ludzie

Im dłużej jestem związana z modą, tym bardziej przekonuję się, że najciekawsze w tej branży są właśnie ludzie.

Ubrania są oczywiście ważne.

Projektanci są ważni.

Wybiegi, światła, muzyka i piękne lokalizacje tworzą atmosferę.

Ale bez ludzi moda nie istnieje.

Bez projektanta nie ma kolekcji.

Bez modelki lub modela nie ma pokazu.

Bez fotografa nie ma obrazu.

Bez mediów nie ma historii.

A bez publiczności nie ma emocji.

Dlatego casting Warsaw Fashion Week był dla mnie czymś więcej niż tylko selekcją kandydatów.

Był spotkaniem z ludźmi, którzy być może za kilka lat będą ważnymi postaciami polskiej i międzynarodowej branży mody.

Co powiedziałabym osobie, która marzy o castingu?

Przede wszystkim: przyjdź.

Nie czekaj, aż będziesz czuć się w 100% gotowa.

Nie zakładaj, że inni są od Ciebie lepsi.

Nie porównuj się z osobą stojącą obok.

Każdy kiedyś zaczynał.

Jeżeli marzysz o modelingu, casting może być pierwszym krokiem. Nawet jeśli tym razem nie zostaniesz wybrana lub wybrany, zdobywasz doświadczenie, poznajesz realia branży i uczysz się prezentować siebie.

A następnym razem możesz być jeszcze lepszy.

Co dalej?

Castingi odbyły się 6 i 7 sierpnia, a przed nami najważniejsza część całej historii – Warsaw Fashion Week 2026, który odbędzie się w Warszawie w dniach 3–5 września.

Tegoroczna edycja połączy modę, sztukę, kulturę i biznes, a w programie znalazły się m.in. pokazy kolekcji, panele dyskusyjne oraz wydarzenia branżowe.

I jestem bardzo ciekawa, które z twarzy poznanych podczas sierpniowych castingów zobaczymy już we wrześniu na wybiegu.

Być może właśnie wśród tych ponad 400 osób znajduje się przyszła gwiazda modelingu.

A ja miałam przyjemność być jedną z osób, które zobaczyły ją po raz pierwszy.

Do zobaczenia 3,4,5 września na Warsaw Fashion Week!

Dla mnie te castingi były nie tylko kolejnym wydarzeniem w kalendarzu.

Były przypomnieniem, że za każdą karierą stoi pierwszy krok.

Czasami jest nim właśnie kilka minut przed jury.

I nigdy nie wiadomo, dokąd te kilka minut może nas zaprowadzić.

Anna Kolbusz| Anrika i Szafa Gra

Trois rêves — trzy sny, jedna opowieść

Były trzy historie.

Trzy podróże do świata, w którym czas płynie wolniej, światło ma kolor wspomnień, a granica pomiędzy rzeczywistością i snem staje się niemal niewidoczna.

Pierwsza była elegancją utraconego czasu — spotkaniem z przeszłością, która pozostała gdzieś pomiędzy francuskimi salonami, antycznym pięknem i melancholią dawnych epok.

Druga zabrała nas na bal masek.

Za ciężką kurtyną, pośród cieni i teatralnego półmroku, pojawiła się tajemnica. Maska inspirowana „Upiorem w operze”, spojrzenia, których nie da się odczytać, i historia, w której nic nie jest dokładnie tym, czym się wydaje.

A potem przyszedł sen z minionej epoki.

Najbardziej miękki, romantyczny i nostalgiczny. Jak wspomnienie Paryża, którego nigdy nie odwiedziłyśmy. Jak stara fotografia znaleziona przypadkiem pośród rodzinnych pamiątek. Jak marzenie o świecie, który dawno przeminął — a jednak wciąż potrafi zachwycać.

Trzy sesje.

Trzy różne odsłony miłości.

Trzy fragmenty jednej opowieści o modzie, miłości, wyobraźni, pięknie i tęsknocie za tym, czego być może nigdy naprawdę nie było.

Jeśli macie ochotę przejść z nami przez całą tę podróż, zapraszamy do trzech historii:

🤍 I. L’élégance du temps perdu — elegancja utraconego czasu
Przeczytaj pierwszą historię

🖤 II. Le bal des masques — bal masek
Przeczytaj drugą historię

III. Comme un rêve d’autrefois — sen z minionej epoki
Przeczytaj trzecią historię

A wszystko to nie wydarzyłoby się bez ludzi, którzy potrafią nadać marzeniom realny kształt.

Z całego serca dziękujemy Beletage Studio za niezwykłą przestrzeń, która stała się sceną dla tych trzech opowieści.

Dziękujemy Hensior Noir za światło, wrażliwość i spojrzenie, które potrafi dostrzec coś więcej niż tylko obraz — i zatrzymać w kadrze atmosferę, emocję oraz odrobinę magii.

Każda z nich jest inna.

A jednak wszystkie spotykają się w tym samym miejscu — w świecie wyobraźni.

Z całego serca dziękujemy Beletage Studio za przestrzeń, która pozwoliła nam stworzyć te małe światy, oraz Hensior Noir za niezwykłe spojrzenie, dzięki któremu nasze marzenia zostały zatrzymane w kadrach.

Dziękujemy za światło, za atmosferę, za emocje i za to, że przez chwilę mogliśmy zapomnieć, w którym jesteśmy wieku.

Bo może właśnie na tym polega magia fotografii.

Że potrafi sprawić, iż coś, co nigdy się nie wydarzyło…

nagle wygląda jak wspomnienie.

To były trzy sny.

Trzy chwile wyjęte z czasu.

I choć dziś zamykamy tę opowieść, wierzymy, że niektóre historie wcale się nie kończą.

Po prostu zostają na fotografiach.

Trois rêves. Une histoire. Quelques instants volés au temps. 🤍

Studio: Beletage Studio 
Zdjęcia: Hensior Noir 

Która z tych trzech historii jest Waszą ulubioną?
Anrika i szafa gra

 

Comme un rêve d’autrefois — sen z minionej epoki

Są miejsca, w których czas zdaje się płynąć inaczej. Gdzie światło osiada na starych ścianach, cienie przypominają obrazy sprzed stuleci, a każdy detal ma w sobie ślad dawnej historii.

Ta sesja przeniosła nas na chwilę do świata, który już minął — do Francji pełnej romantyzmu, antycznej elegancji i melancholijnego piękna. Do epoki, w której suknia szeleściła przy każdym kroku, spojrzenia mówiły więcej niż słowa, a popołudnia miały smak niespiesznych rozmów i marzeń.

Jest w tych kadrach coś z paryskiego snu — odrobina dawnych salonów, antycznych inspiracji, wyblakłych wspomnień i tej szczególnej francuskiej nonszalancji, której nie sposób dokładnie zdefiniować. To podróż do czasu, którego nie znamy, a za którym zaskakująco mocno tęsknimy.

Chciałyśmy zatrzymać tę chwilę jak starą fotografię odnalezioną po latach — trochę tajemniczą, trochę niedoskonałą, ale przez to jeszcze piękniejszą.

Z ogromną wdzięcznością dziękujemy Studio Beletage za przestrzeń, która pozwoliła nam wejść do tego niezwykłego świata i poczuć atmosferę minionej epoki.

Dziękujemy również Hensior Noir za wyjątkowe oko, wrażliwość i sposób, w jaki potrafiła zamknąć w kadrze nie tylko obraz, ale i atmosferę. Za światło, które przypomina wspomnienie, i fotografie, które wyglądają, jakby miały własną historię.

Może właśnie dlatego tak lubimy marzyć o przeszłości.

Nie po to, by do niej wrócić.

Lecz by na chwilę uwierzyć, że gdzieś — pomiędzy francuskim światłem, antycznymi detalami i szeptem dawnych czasów — wciąż istnieje świat, w którym piękno nie musi się spieszyć.

Comme un rêve d’autrefois… 🤍

Studio: Beletage Studio 
Zdjęcia: Hensior Noir 

Jak się Wam podoba ta nasza historia?
Anrika i szafa gra

Le bal des masques — bal masek

Są noce, które zaczynają się jak sen, a kończą jak opowieść, której nie sposób zapomnieć.

W świecie pełnym luster, cieni i półmroku pojawia się ona — maska. Ukrywa twarz, ale paradoksalnie odsłania znacznie więcej. Tajemnicę. Pragnienie. Marzenie. To, czego za dnia nie mamy odwagi wypowiedzieć.

Ta sesja jest jak wejście za kulisy starej paryskiej opery. Jak chwila, w której ciężka kurtyna rozsuwa się powoli, a z mroku wyłania się historia o pięknie, samotności i miłości, która nie zna granic czasu.

Jest w niej coś z „Upiora w operze” — romantyczna ciemność, teatralny dramatyzm i ta niezwykła aura człowieka ukrytego za maską. Maska nie jest tutaj tylko ozdobą. Staje się częścią opowieści. Drugą twarzą. Sekretem, który można pokazać światu tylko na chwilę.

A gdzieś pomiędzy francuskim szykiem, antycznym pięknem i teatralną scenografią rodzi się nasz własny bal masek — trochę melancholijny, trochę zmysłowy, a przede wszystkim pełen niedopowiedzeń.

Bo może każda z nas ma swoją maskę.

Tę, którą zakłada, kiedy świat patrzy.

I tę drugą — prawdziwą — którą pokazuje tylko wtedy, gdy zapada zmrok.

Chciałyśmy zatrzymać właśnie tę chwilę. Ten moment pomiędzy jawą a snem, pomiędzy kobietą a postacią z opowieści, pomiędzy teraźniejszością a światem, który mógłby istnieć gdzieś w dawnej, paryskiej operze.

Z ogromną wdzięcznością dziękujemy Beletage Studio za niezwykłą przestrzeń, która stała się sceną dla tej historii.

Hensior Noir — za to, że potrafiła uchwycić nie tylko maski, ale również to, co kryje się za nimi. Za światło, cień, emocje i kadry, które mają w sobie coś z zatrzymanego spektaklu.

Kurtyna opada.

Światła gasną.

Maski pozostają.

A historia… być może dopiero się zaczyna.

Le bal des masques.
Bal, na którym nikt nie jest do końca tym, za kogo się podaje. 🖤

Studio: Beletage Studio 
Zdjęcia: Hensior Noir 

Jak się Wam podoba ta nasza historia?
Anrika i szafa gra

L’élégance du temps perdu — elegancja utraconego czasu

Niektóre fotografie wyglądają tak, jakby zostały znalezione w starej szufladzie, pomiędzy pożółkłymi listami i zapachem dawnych perfum.

Ta sesja ma w sobie właśnie ten rodzaj magii — cichy, nostalgiczny i odrobinę nieuchwytny. Jak wspomnienie Paryża z epoki, której nigdy nie było nam dane poznać, a mimo to wydaje się dziwnie bliska.

Jest tu coś z dawnych francuskich salonów, coś z antycznych posągów i marmurowych wnętrz, coś z kobiet uchwyconych na moment pomiędzy snem a jawą. Elegancja nie potrzebuje tutaj przepychu — mieszka w geście, spojrzeniu, fakturze tkaniny i świetle, które miękko przesuwa się po przestrzeni.

Patrząc na te kadry, można niemal usłyszeć szelest sukni i cichy stukot obcasów na kamiennej posadzce. Można wyobrazić sobie ogród gdzieś na południu Francji, popołudnie, które nie ma końca, i list, którego adresat nigdy się nie dowie, jak długo na niego czekano.

To podróż do przeszłości, ale nie tej zapisanej w podręcznikach.

To przeszłość wyobrażona — bardziej romantyczna, bardziej zmysłowa, pełna tajemnic, niedopowiedzeń i piękna, które nie poddaje się upływowi czasu.

I może właśnie dlatego tak bardzo lubimy wracać do epok minionych. Możemy nadać im własną historię. Możemy zatrzymać to, co w rzeczywistości już dawno przeminęło.

Za możliwość stworzenia tego małego świata pełnego nostalgii i marzeń z całego serca dziękujemy Studio Beletage — za niezwykłą przestrzeń, która stała się częścią tej opowieści.

Dziękujemy także Hensior Noir za wyjątkową wrażliwość i spojrzenie, dzięki któremu te fotografie mają w sobie coś więcej niż piękno. Mają atmosferę. Mają duszę. Mają własny czas.

I choć ta epoka dawno minęła…

na tych fotografiach pozostała z nami jeszcze przez chwilę.

L’élégance du temps perdu. 🤍

Studio: Beletage Studio 
Zdjęcia: Hensior Noir 

Jak się Wam podoba ta nasza historia?
Anrika i szafa gra

UBieramy się dla siebie. Czy jeszcze umiemy czerpać radość z mody?

Fot. Anna Rosa

Moda zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba podobania się wszystkim.

Kiedy ostatni raz założyliśmy coś tylko dlatego, że sami dobrze się w tym czuliśmy?

Nie dlatego, że było modne. Nie dlatego, że świetnie wyglądało na zdjęciu. Nie dlatego, że podobną rzecz miała właśnie połowa Instagrama. Tylko dlatego, że patrząc w lustro, pomyśleliśmy: „To jesteśmy my”.

Mam wrażenie, że coraz trudniej odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Moda od zawsze miała w sobie coś z zabawy. Była sposobem na pokazanie nastroju, charakteru, poczucia humoru. Jednego dnia mieliśmy ochotę założyć romantyczną sukienkę, innego ulubione jeansy i koszulę, a jeszcze innego coś zupełnie nieoczywistego.

Dziś, zanim wybierzemy ubranie, bardzo często wybieramy najpierw… obrazek.

Czy będzie dobrze wyglądać na zdjęciu? Czy wpisze się w estetykę, którą lubimy? Czy nadal jest modne? Czy nie wygląda zbyt zwyczajnie? A może warto wybrać coś bardziej efektownego?

I nagle z niewinnego pytania „W czym mamy dziś ochotę wyjść z domu?” robi się mały egzamin z bycia modnym.

Moda nie musi być egzaminem

Nie mamy nic przeciwko trendom. Wręcz przeciwnie — lubimy obserwować, co pojawia się na wybiegach, ulicach i w szafach innych ludzi. Fascynują nas kolory, nowe fasony, interesujące połączenia i ten moment, kiedy rzecz, której jeszcze niedawno nie potrafiliśmy sobie wyobrazić na sobie, nagle zaczyna nas zachwycać.

Ale moda ma sens tylko wtedy, kiedy pozostawia nam przestrzeń na własne „tak” i własne „nie”.

Nie musimy kochać każdego trendu.

Nie musimy mieć w szafie wszystkiego, co aktualnie pojawia się w kolekcjach.

Nie musimy też udowadniać, że znamy się na modzie, zakładając rzeczy, które zupełnie nie są nasze.

Bo przecież najbardziej stylową osobą wcale nie musi być ta, która najlepiej zna najnowsze trendy. Może być nią ta, która najlepiej zna siebie.

Lubimy rzeczy, które mają historię

Z czasem coraz bardziej doceniamy ubrania, które nie są tylko ubraniami.

Sukienkę przypominającą konkretną podróż. Kurtkę, która była z nami przez kilka sezonów. Torebkę kupioną przy okazji ważnego wyjazdu. Buty, które pamiętają więcej niż niejedna fotografia.

Są rzeczy nowe i są rzeczy nasze.

I czasami ta druga kategoria znaczy zdecydowanie więcej.

Właśnie dlatego nie wierzymy, że dobry styl zaczyna się od kolejnych zakupów. Czasami zaczyna się od zajrzenia do własnej szafy z odrobiną czułości i odkrycia, że odpowiedź już tam jest.

Może czeka między dwoma wieszakami.

Może jest trochę pomięta.

Może nie pasuje do żadnej aktualnej estetyki.

Ale kiedy ją zakładamy, nagle wszystko się zgadza.

Chcemy znowu ubierać się bez kalkulatora

Bez liczenia, ile razy dana rzecz pojawiła się już na Instagramie.

Bez zastanawiania się, czy wypada.

Bez myślenia, czy ktoś przypadkiem nie uzna, że próbujemy wyglądać młodziej, bardziej elegancko, bardziej odważnie albo przeciwnie — zbyt zachowawczo.

Bez obsesyjnego porównywania się z ludźmi, których widzimy przez ekran.

Bo przecież nie wiemy, jak wygląda ich życie poza kadrem.

Nie wiemy, co zostało wycięte ze zdjęcia, jakie światło zostało użyte, ile razy robiono dane ujęcie ani czy osoba po drugiej stronie obiektywu rzeczywiście czuła się tak dobrze, jak wyglądała.

A my każdego dnia porównujemy swoją codzienność do czyjegoś najlepszego kadru.

To nie ma prawa skończyć się dobrze.

Najpiękniejszy trend? Własny styl

Może więc tego lata warto zrobić coś bardzo prostego.

Otworzyć szafę i nie pytać:

„Co jest modne?”

Tylko:

„Na co mamy dziś ochotę?”

Może na kolor.

Może na biel.

Może na sukienkę, którą nosimy od lat.

Może na stare jeansy i koszulę.

Może na coś zupełnie przesadzonego, bo mamy ochotę poczuć się wyjątkowo.

A może przeciwnie — na najzwyklejszy zestaw na świecie.

I każda z tych odpowiedzi jest dobra.

Bo styl nie powinien być uniformem.

Powinien być opowieścią.

A najlepsze opowieści nie zawsze są idealnie skomponowane.

Czasami mają zagiętą stronę, przypadkowy przecinek i zdanie, którego nie planowaliśmy.

Tak samo jest z ubraniami.

Najciekawsze stylizacje nie zawsze są tymi, które zostały zaplanowane od początku do końca. Czasami powstają rano, kilka minut przed wyjściem, kiedy wyciągamy z szafy rzeczy, które „jakoś razem zagrały”.

I właśnie dlatego je lubimy.

Bo są nasze.

Ubieranie się może znowu być przyjemnością

Chcemy wrócić do tego prostego uczucia, które chyba wszyscy kiedyś znaliśmy.

Zakładamy coś.

Patrzymy w lustro.

Uśmiechamy się.

I nie potrzebujemy niczego więcej.

Nie lajków. Nie potwierdzenia. Nie trendu. Nie komentarza.

Po prostu czujemy się dobrze.

Może właśnie na tym polega prawdziwa moda.

Nie na tym, żeby wszyscy patrzyli.

Tylko na tym, żebyśmy sami lubili patrzeć na siebie.

Dlatego tego lata wybieramy ubrania, w których czujemy się sobą.

Czasami modne.

Czasami zupełnie niemodne.

Czasami nowe.

Czasami stare jak dobre wspomnienie.

Kolorowe albo spokojne.

Eleganckie albo całkiem zwyczajne.

Ale nasze.

Bo może najważniejszym trendem, za którym naprawdę warto podążać, jest ten najprostszy:

ubierać się dla siebie.

KOLORY LATA MIŁOŚĆ WŚRÓD OPUNCJI-COLOURS OF SUMMER LOVE AMONG PARK PEARS

A co Wy uważacie?
Anrika i szafa gra

Leniwe popołudnia? Tylko pod parasolkami! Kolorowa Francuska 30 na Saskiej Kępie

Są takie warszawskie popołudnia, kiedy nigdzie się nie spieszymy. Zakładamy kolory i idziemy na Saską Kępę i po prostu… celebrujemy chwilę. 🌸☀️

A jeśli do tego znajdzie się kolorowe miejsce pod parasolkami, trochę francuskiego klimatu, nietypowe połączenia smaków i coś dobrego na stole, to my jesteśmy zdecydowanie na TAK!

Tym razem nasze leniwe popołudnie spędziliśmy na Francuskiej 30. Kolorowo, swobodnie i dokładnie tak, jak lubimy latem. To miejsce ma w sobie coś, co sprawia, że chce się zostać trochę dłużej, porozmawiać, poobserwować ulicę i nacieszyć się chwilą.

Na stole pojawiły się dania, które potrafią zaskoczyć połączeniami smaków. A ponieważ jesteśmy też ciekawi nowych kulinarnych zestawień, było co próbować! Do tego drinki — oczywiście w naszej wersji bezalkoholowej, bo właśnie takie wybieramy. 🍹

Ale mamy dla Was dwie bardzo konkretne rekomendacje!

Antoni mówi: PLACKI ZIEMNIACZANE! 🥔❤️
To jedno z jego ulubionych dań, więc nie mogło ich zabraknąć. A najlepszym dowodem na to, że naprawdę mu smakowały, jest fakt, że zamówił… drugą porcję! 😄 Jeśli więc tak jak Antoni jesteście fanami placków ziemniaczanych, koniecznie wpadajcie i sprawdźcie je sami.

Anrika poleca frytki z krewetkami i awokado. 🍤🥑🍟
To było moje małe odkrycie tego popołudnia — nietypowe połączenie, które naprawdę skradło moje serce. Palce lizać!

I właśnie takie miejsca lubimy najbardziej — z charakterem, kolorem i pomysłem. Takie, w których można połączyć modowy luz z przyjemnością jedzenia i zwyczajnie dobrze spędzić czas.

Bo przecież leniwe popołudnia? Tylko pod parasolkami! ☂️💗

Jeśli jesteście na Saskiej Kępie i macie ochotę na kolorowe, niezobowiązujące popołudnie z dobrym jedzeniem i odrobiną francuskiego klimatu, Francuska 30 zdecydowanie trafia na naszą listę miejsc do sprawdzenia.

A Wy — co wybieracie: placki ziemniaczane Antoniego czy frytki z krewetkami i awokado Anriki? 😉

https://share.google/K1lnvFtw3nqtHL5p0

Fot. Anna Rosa

Znacie to miejsce?

Anrika i szafa gra

Pieszyce. Tydzień, który pozwolił się Anrice zatrzymać

Są miejsca, do których trafiamy trochę przez przypadek, a zostają z nami na długo. Dla mnie takie okazały się Pieszyce – niewielka miejscowość u podnóża Gór Sowich, gdzie spędziłam tydzień na rekolekcjach organizowanych przez siostry zakonne Salezjanki.

Co ciekawe, były to… rekolekcje powołaniowe. Brzmi zabawnie, zwłaszcza że jestem szczęśliwą mężatką. Jednak bardzo szybko okazało się, że powołanie nie oznacza wyłącznie życia zakonnego. Każdy z nas jest przecież powołany do czegoś innego – do małżeństwa, rodzicielstwa, służby drugiemu człowiekowi czy po prostu do życia w bliskiej relacji z Bogiem. Dlatego ten tydzień był dla mnie przede wszystkim czasem relacji z Bogiem, wyciszenia, modlitwy i spojrzenia na codzienność z innej perspektywy.

Pieszyce zachwyciły mnie nie tylko duchową atmosferą, ale również swoim położeniem. Każdego dnia otaczały mnie złote pola zbóż, czerwone maki, zielone łąki, spokojne jeziora i majestatyczne Góry Sowie. To właśnie tam najbardziej poczułam, jak bardzo natura pomaga zwolnić tempo i usłyszeć to, co w codziennym pośpiechu często zagłuszamy.

Lubię odkrywać takie miejsca. Nie są głośne ani pełne turystów, a mimo to mają w sobie coś niezwykłego. Wystarczy poranny spacer, śpiew ptaków, zapach rozgrzanych słońcem pól i widok gór na horyzoncie, by przypomnieć sobie, że szczęście bardzo często kryje się w prostocie.

Z tego wyjazdu przywiozłam nie tylko piękne zdjęcia, ale przede wszystkim spokój. I wdzięczność. Za ludzi, których tam spotkałam, za rozmowy, za wspólną modlitwę i za to, że Bóg tak często przemawia właśnie przez ciszę, piękno stworzenia i zwyczajne chwile.

Zapraszam Was do obejrzenia kilku letnich kadrów z Pieszyc. Może i Was zachwycą tak samo, jak zachwyciły mnie.

Anrika i szafa gra

Cypr czy Malta? Którą wyspę wybrać na wakacje? Nasze porównanie po dwóch wyjątkowych podróżach

Morze Śródziemne kryje wiele niezwykłych miejsc, ale są wyspy, do których wraca się myślami jeszcze długo po powrocie. Dla nas takimi miejscami są Cypr i Malta. Obie zachwycają turkusową wodą, piękną pogodą, historią i śródziemnomorskim klimatem, jednak każda oferuje zupełnie inne doświadczenia.

Cypr był początkiem naszego wyjątkowego roku – roku, w którym świętowaliśmy 10 lat naszego związku i jubileusz bloga. Malta stała się miejscem celebracji naszej miłości i tłem dla dziesięciu modowo-miłosnych sesji fotograficznych.

Po odwiedzeniu obu wysp bardzo często słyszymy jedno pytanie:

Cypr czy Malta – którą wyspę wybrać?

Po poznaniu obu miejsc możemy już odpowiedzieć.

Cypr – wyspa miłości, Afrodyty i najcieplejszej wiosny w Europie

Cypr to trzecia największa wyspa Morza Śródziemnego i jednocześnie jedno z najcieplejszych miejsc w Europie. W kwietniu pogoda była wręcz idealna – słońce, błękitne niebo i temperatury pozwalające zarówno zwiedzać, jak i odpoczywać na plaży.

To właśnie tutaj według mitologii narodziła się Afrodyta. Nic więc dziwnego, że Cypr od wieków nazywany jest Wyspą Miłości.

Zachwyciły nas:

  • Skała Afrodyty,

  • Łuk Miłości,

  • piękne plaże,

  • antyczne zabytki,

  • doskonała kuchnia,

  • spokojna atmosfera,

  • śródziemnomorski klimat.

To miejsce, gdzie można naprawdę zwolnić i cieszyć się chwilą.

Wakacje na Cyprze możesz zarezerwować na stronie ITAKI.
https://www.itaka.pl/last-minute/cypr/

CYPR-wyspa miłości

Malta – niewielka wyspa pełna historii

Malta jest kilkadziesiąt razy mniejsza od Cypru, ale ilość atrakcji potrafi zaskoczyć.

Przez sześć dni zobaczyliśmy między innymi:

  • Vallettę,

  • Mdinę,

  • Blue Grotto,

  • Popeye Village,

  • Klify Dingli,

  • Marsaxlokk,

  • Ghajn Tuffieha,

  • Mellieha Bay,

  • Coral Bay,

  • St. Peter’s Pool.

A mimo to… nie starczyło nam czasu na Gozo i Comino.

Malta to miejsce dla osób, które lubią codziennie odkrywać coś nowego.

Najwięcej ofert last minute na Maltę znajdziesz w ofercie ITAKI.
 https://www.itaka.pl/last-minute/malta/

Malta – wyspa, która skradła nasze serca

Cypr czy Malta? Tabela porównawcza

KategoriaCyprMalta
Plaże⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Zwiedzanie⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Historia⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Zabytki⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Krajobrazy⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Morze⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Romantyczny wyjazd⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
City break⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Długi urlop⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Wiosna⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Jesień⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Kuchnia⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Plaże – gdzie są piękniejsze?

Jeżeli marzycie o szerokich, piaszczystych plażach i spokojnym wypoczynku, zdecydowanie wygrywa Cypr.

Na Malcie plaże są bardziej kameralne, często otoczone klifami lub wapiennymi skałami. Ich największym atutem jest niezwykły kolor wody.

Nasz wybór: Cypr.

Historia i zabytki

Tutaj bezapelacyjnie zwycięża Malta.

Valletta wygląda jak ogromne muzeum pod gołym niebem, Mdina przenosi do średniowiecza, a ślady Zakonu Maltańskiego są obecne niemal wszędzie.

Cypr również zachwyca antycznymi ruinami i historią, jednak Malta oferuje ich większe zagęszczenie.

Nasz wybór: Malta.

Zwiedzanie

Malta jest bardzo kompaktowa.

Codziennie można odwiedzić kilka atrakcji bez długich przejazdów.

Cypr wymaga więcej czasu, ponieważ odległości są znacznie większe.

Jeżeli macie tylko kilka dni urlopu, Malta będzie wygodniejszym wyborem.

Krajobrazy

To najtrudniejsza kategoria.

Cypr oferuje:

  • góry Troodos,

  • długie plaże,

  • zatoki,

  • półwyspy,

  • antyczne ruiny.

Malta zachwyca:

  • klifami,

  • jaskiniami,

  • wapiennymi wybrzeżami,

  • lazurowymi zatokami,

  • kolorowymi portami.

Tutaj nie potrafimy wskazać zwycięzcy.

Kuchnia

Na Cyprze zakochaliśmy się w:

  • halloumi,

  • souvlaki,

  • meze,

  • lokalnych owocach morza.

Na Malcie królują wpływy włoskie i brytyjskie oraz świeże ryby.

Obie kuchnie są świetne, choć cypryjska przypadła nam odrobinę bardziej do gustu.

Dla kogo będzie lepszy Cypr?

Wybierz Cypr, jeśli:

✔ kochasz plaże,

✔ chcesz odpocząć,

✔ planujesz romantyczny wyjazd,

✔ lubisz spokojniejsze tempo,

✔ marzysz o pięknych zachodach słońca,

✔ chcesz połączyć relaks ze zwiedzaniem.

Dla kogo będzie lepsza Malta?

Malta będzie idealna, jeśli:

✔ uwielbiasz historię,

✔ kochasz fotografię,

✔ lubisz aktywnie zwiedzać,

✔ chcesz zobaczyć wiele atrakcji w krótkim czasie,

✔ fascynują Cię klimatyczne uliczki i miasta.

Nasz werdykt

Nie potrafimy powiedzieć, że jedna wyspa jest lepsza od drugiej.

Cypr podarował nam spokój, romantyzm i najpiękniejszą wielkanocną podróż naszego życia.

Malta zachwyciła historią, architekturą i stała się miejscem świętowania naszej pierwszej wspólnej dekady.

Każda z tych wysp opowiada zupełnie inną historię.

I właśnie dlatego warto zobaczyć obie.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Czy Cypr jest cieplejszy od Malty?

Tak. Zwłaszcza wiosną Cypr jest jednym z najcieplejszych miejsc w Europie.

Co jest tańsze – Cypr czy Malta?

Ceny są zbliżone, jednak na Cyprze łatwiej znaleźć większy wybór apartamentów i tawern w różnych przedziałach cenowych.

Gdzie są ładniejsze plaże?

Jeżeli zależy Wam na piaszczystych plażach – Cypr.

Jeżeli kochacie zatoki, klify i snorkeling – Malta.

Gdzie lepiej jechać na podróż poślubną?

Obie wyspy będą doskonałym wyborem.

My bardziej romantyczny klimat poczuliśmy na Cyprze, natomiast Malta zachwyciła nas niezwykłą atmosferą historycznych miast i zachodami słońca.

Czy warto odwiedzić obie wyspy?

Zdecydowanie tak.

Choć dzieli je zaledwie Morze Śródziemne, oferują zupełnie inne doświadczenia. Cypr zachwyca naturą i spokojem, Malta historią i niezwykłą architekturą. Obie na zawsze pozostaną częścią naszej podróżniczej historii i wiemy jedno – jeszcze tam wrócimy.

Anrika i szafa gra

 

Trzy historie, jedna miłość – poznaj pełną opowieść naszej romantycznej sesji

Niektóre historie są zbyt piękne, by zamknąć je w jednym wpisie. Są emocje, które zmieniają się z każdą chwilą – od ciepła domowego wieczoru, przez bliskość ukrytą w codzienności, aż po magię nocy, kiedy uczucia zdają się świecić najmocniej.

Dlatego nasza romantyczna sesja zakochanych została opowiedziana w trzech odsłonach. Każda z nich pokazuje inny wymiar miłości i przypomina, że najpiękniejsze wspomnienia rodzą się z prostych chwil spędzonych razem.

1. Kiedy lato nie przychodzi, odnajdujemy je w sobie

Pierwsza część to opowieść o tworzeniu własnego ciepła, nawet wtedy, gdy pogoda za oknem nie rozpieszcza. Domowa randka, ulubiona muzyka, uśmiechy i spojrzenia tworzą atmosferę, której nie zastąpi żadne miejsce na świecie.

➡️ Obejrzyj sesje i przeczytaj artykuł:
https://anrikaiszafagra.pl/2026/07/33239.html

2. Nawet gorący prysznic nie potrafi odebrać tych dreszczy

Druga odsłona pokazuje, że prawdziwe emocje nie potrzebują spektakularnych scenariuszy. Wystarczy obecność drugiej osoby, czuły dotyk i chwile, które z pozoru wydają się zwyczajne, a z czasem stają się najcenniejszymi wspomnieniami.

➡️Obejrzyj sesje i przeczytaj artykuł:
https://anrikaiszafagra.pl/2026/07/33244.html

3. Są uczucia, które najpiękniej świecą po zmroku

Finał historii przenosi nas do świata światła i cienia. To właśnie wieczorem emocje nabierają wyjątkowej głębi, a subtelne gesty, spojrzenia i bliskość stają się głównymi bohaterami fotografii.

➡️ Obejrzyj sesje i przeczytaj artykuł:
https://anrikaiszafagra.pl/2026/07/33247.html

Jedna historia opowiedziana trzema rozdziałami

Każdy z tych wpisów przedstawia inny moment tej samej opowieści. Raz pokazuje ciepło domowego zacisza, innym razem intymność codziennych chwil, a na końcu odkrywa romantyzm ukryty w nocnym półmroku.

Dopiero przeczytane razem tworzą pełny obraz sesji – historii o miłości, bliskości i emocjach, których nie da się wyreżyserować.

Która z tych trzech odsłon najbardziej do Was przemawia? Dajcie znać w komentarzach – chętnie poznamy Waszego faworyta.

https://www.instagram.com/monika_marszalek_fotografia/

strona glowna

Jak się Wam podoba ta sesja?
Anrika i szafa gra

Są uczucia, które najpiękniej świecą po zmroku

Nie każda historia potrzebuje jasnego światła. 
Są takie uczucia, które najpiękniej rozkwitają w półmroku.

Ta romantyczna sesja zakochanych powstała między ciepłem ognistych barw a ciszą, która mówi więcej niż tysiąc słów. To opowieść o spojrzeniach, dotyku i dłoniach, które odnalazły się tak naturalnie, jakby od zawsze znały drogę do siebie.

Najpiękniejsza miłość nie zawsze jest głośna. Czasem ukrywa się w cieniu, w oddechu tuż przy skórze i w chwilach, które trwają zaledwie kilka sekund, a zostają z nami na całe życie.

Jeśli marzy Ci się naturalna i pełna emocji sesja zakochanych, nie bój się ciemności. To właśnie ona potrafi wydobyć to, czego nie widać w pełnym słońcu – prawdziwą bliskość, zaufanie i uczucia, których nie da się wyreżyserować.

fot. Monika Marszałek

https://www.instagram.com/monika_marszalek_fotografia/

strona glowna

Jak się Wam podoba ta sesja?
Anrika i szafa gra