Są takie decyzje, które dojrzewają w ciszy.
A potem przychodzi moment – kliknięcie “rezerwuj” – i już wiesz, że to się wydarzy.
Mój pierwszy wyjazd solo prowadził do Karpacz i w Karkonosze.
Pierwszy raz bez męża.
Pierwszy raz bez naszego RAZEM.
Bo prawda jest taka, że zawsze podróżowałam z Nim. Każde miejsce miało w sobie naszą wspólną historię. Tym razem pojechałam bez niego – choć nie całkiem sama. Część wyjazdu spędziłam z przyjaciółką. Ale to był wyjazd solo w tym najważniejszym znaczeniu – bez mojej drugiej połowy.
I to właśnie to zmieniło wszystko.
Pierwsza niedziela – spacer i drewniany kościółek
Przyjechałam w niedzielę.
Zaczęłam spokojnie – spacer po Karpaczu, pierwsze spojrzenie na góry, powolne oswajanie się z myślą, że jestem tu bez Niego.
Poszłam też na mszę do klimatycznego, drewnianego kościółka.
Cisza, światło wpadające przez okna, zapach starego drewna.
Było w tym coś kojącego. Coś, co ustawiło mnie wewnętrznie na ten tydzień.



Potok, wodospad i alpaki
Kolejnego dnia pozwoliłam sobie na lekkość.
Spacer wzdłuż potoku, chwila przy wodospadzie, przysiadanie na kamieniach i patrzenie w dal. Bez planu.
Były też alpaki – miękkie, spokojne, rozczulające. Ten dzień był jak wdech przed prawdziwą przygodą.



Samotnia – z przyjaciółką, ale bez męża
Na szlak do Schronisko Samotnia ruszyłam z przyjaciółką – to z nią przyjechałam do Karpacza.
I choć nie byłam fizycznie sama, to jednak czułam brak tej jednej osoby. Bo zawsze to z mężem zdobywałam kolejne miejsca.
Widok na Mały Staw był zachwycający. Schronisko przyklejone do zbocza wyglądało jak z pocztówki. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy, robiłyśmy zdjęcia.
Ale w środku miałam myśl: „On powinien tu być”.


Praga – środa w innym świecie
W środę ruszyłam do Praga.
Z górskiej ciszy wpadłam w miejski rytm. Spacerowałam bez pośpiechu, podziwiałam architekturę, chłonęłam atmosferę.
To było piękne doświadczenie – radzić sobie samej w obcym mieście. Decydować. Wybierać. I wiedzieć, że potrafię.





Świątynia Wang – kościół szczęśliwych małżeństw
Czwartek przyniósł jedno z najbardziej poruszających miejsc tego wyjazdu – Świątynia Wang.
Drewniana, surowa, przeniesiona z Norwegii, stojąca dumnie wśród gór. Ale dla mnie to było coś więcej niż zabytek.
To kościół, o którym mówi się, że przynosi szczęście małżeństwom.
Stałam tam w ciszy i czułam ogromne wzruszenie. Myślałam o nas. O naszej wspólnej drodze. O wszystkich podróżach, które już przeżyliśmy i tych, które jeszcze przed nami.
I wtedy pojawiła się we mnie pewność:
Wrócę tu z mężem. Na mszę. Razem.
Bo są miejsca, do których trzeba przyjechać wspólnie.






Lemurka Tosia
Tego samego dnia odwiedziłam Café Lemur.
Karmienie lemurów było fascynujące. Patrzenie im w oczy – niemal hipnotyzujące.
Jedna z lemurek miała na imię Tosia. Dokładnie jak nasza kotka.
I była równie wybredna.
Z tym samym spokojem analizowała jedzenie, z tą samą miną decydowała, czy coś jej odpowiada. Uśmiechałam się sama do siebie – chyba to imię naprawdę zobowiązuje.
Ale znów – brakowało mi spojrzenia męża obok. Tego wspólnego śmiechu.














Fińska wioska Kalavela i koncert
Kolejnego dnia odwiedziłam fińską Wioskę Wikingów Wioska Wikingów Kalavela.
Surowe drewno, nordycki klimat, ogień i przestrzeń. Czuć tam było inspirację północą, Skandynawią, fińską symboliką.
Wieczorem był koncert. Muzyka na żywo, chłodne powietrze, góry wokół.
Stałam tam i myślałam: jak bardzo chcę kiedyś stać tu z Nim.






Śnieżka – gondolą na szczyt
Na Śnieżka wjechałam gondolą od strony czeskiej.
Patrzenie na krajobraz z góry, powolne unoszenie się nad zboczem – to było doświadczenie inne niż klasyczne podejście. Lżejsze fizycznie, ale równie symboliczne.
Na szczycie wiał wiatr. Widoki były ogromne.
I znów – poczułam, że tylko połowa mnie patrzy na to piękno.












Ostatnia niedziela – powrót
Szybki spacer po Karpaczu, pamiątki i droga powrotna.
Wracałam silniejsza. Odważniejsza. Ale też z ogromną tęsknotą.



Pierwszy i ostatni wyjazd solo
Ten wyjazd był potrzebny.
Ale wiem jedno – to była moja pierwsza i ostatnia taka podróż.
Bo najpełniej podróżuję wtedy, kiedy jestem z mężem.
We dwoje jesteśmy pełnią.
Jednością.
Spokojem i przygodą jednocześnie.
I jeszcze jedno…
Karpacz to świetna baza wypadowa. Blisko stąd do Czech, do Niemiec, do malowniczej Szwajcaria Saksońska. Można łączyć kraje, kultury i krajobrazy w jeden wyjazd.

Dlatego wiem, że wrócimy tu jeszcze.
Latem.
Albo jesienią.
Tym razem razem. 💛
Anrika i szafa gra

A ja lubię sama podróżować, taki czas sam ze sobą też potrzebny, a miejsca piękne odwiedziłaś!
O proszę, super! Tak miejsca piękne!
Pozdrawiamy🫶🏾🫶🏾
Fajnie przeżyć też samemu podróż, a Karpacz uwielbiam!
Też polubiłam Karpacz!
Pozdrawiamy🫶🏾🫶🏾
Piękne malownicze miejsca, a szczególnie Śnieżka i Samotnia!
To prawda też te miejsca najbardziej mi się podobały, najbardziej malownicze i najwięcej śniegu!
Pozdrawiamy🫶🏾🫶🏾